Rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie prof. Bernard Ziębicki podkreśla, że skutki afery są przede wszystkim wizerunkowe. Zauważalny jest spadek zainteresowania prestiżowymi programami MBA i Executive MBA.
„Sygnały o pogorszeniu sytuacji płyną także od międzynarodowych instytucji akredytujących.” – mówi prof. Ziębicki.
Jak zaznacza, obniżenie prestiżu dotyka również uczelni, które prowadzą programy o wysokiej jakości i ugruntowanej reputacji.
Podobną ocenę przedstawia rektor Akademii Górniczo-Hutniczej prof. Jerzy Lis. Jego zdaniem sprawa Collegium Humanum pokazała, że rynek nie zawsze jest wystarczającym mechanizmem regulującym edukację wyższą.
„Brak jasnych zasad dotyczących studiów podyplomowych, w tym MBA, doprowadził do patologii, które będą jeszcze długo rzutować na wizerunek całego środowiska akademickiego” – ocenia.
W opinii rektora konieczne są rozwiązania systemowe i regulacyjne, ponieważ deregulacja w tym obszarze okazała się błędem.
Na Politechnice Krakowskiej – jak mówi rektor prof. Andrzej Szarata – zainteresowanie studiami MBA nie zniknęło, ale kandydaci znacznie uważniej analizują ofertę. Sprawdzają, kto prowadzi zajęcia, ile jest godzin dydaktycznych, czy zajęcia odbywają się stacjonarnie czy zdalnie. Zdaniem rektora jest to bezpośrednie „pokłosie afery”, która uwrażliwiła kandydatów na różnicę między profesjonalnym programem MBA a – jak to określił – bezwartościowymi dokumentami, które wcześniej można było zdobyć bez realnego udziału w zajęciach. W tym kontekście, jak podkreśla, waga dyplomu na rynku ma dziś zasadnicze znaczenie.
Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Piotr Jedynak przypomina, że przez lata studia MBA w Polsce cieszyły się bardzo dobrą reputacją i było jasne, które uczelnie oferują najwyższą jakość. Jego zdaniem wydarzenia związane z Collegium Humanum pokazały jednak, że same mechanizmy rynkowe nie wystarczają.
Pokusy związane z udziałem w radach nadzorczych spowodowały, że była to najszybsza ścieżka uzyskania uprawnień, szczególnie dla osób, które nie miały albo kursu ukończonego do rad nadzorczych, albo odpowiedniego wykształcenia – tłumaczy rektor UJ.
Podobnie jak pozostali rozmówcy, prof. Jedynak opowiada się dziś za wprowadzeniem regulacji, ponieważ szkody wyrządzone przez jedną uczelnię przenoszą się na cały system. Jego zdaniem dyplom nie powinien być przyznawany osobom, które faktycznie nie uczestniczyły w zajęciach.
Z kolei rektor Akademii Sztuk Pięknych prof. Andrzej Bednarczyk zwraca uwagę, że choć w uczelniach artystycznych dyplom nie zawsze odgrywa kluczową rolę – o pozycji absolwenta decydują umiejętności i przesłuchania – to tego typu afery obniżają zaufanie do polskich uczelni jako całości. A to problem, który dotyka wszystkie dziedziny szkolnictwa wyższego, niezależnie od specyfiki kształcenia.
„Nikt nigdy, zapraszając mnie do współpracy czy na wystawę, nie prosił o potwierdzenie ukończenia Akademii Sztuk Pięknych. W różnych dyscyplinach wygląda to inaczej, ale sam dyplom – jak sądzę – nawet renomowanego konserwatorium muzycznego nie wystarczy, by zostać zatrudnionym w orkiestrze, bo decydują przesłuchania. Podobnie jest w przypadku aktorów.” – mówił prof. Bednarczyk.
Rektorzy są zgodni co do jednego: sprawa Collegium Humanum nie jest wyłącznie incydentem jednej instytucji, lecz sygnałem ostrzegawczym dla całego systemu. Odbudowa zaufania do studiów MBA i dyplomów uczelni wyższych wymaga nie tylko jakościowych programów, ale także jasnych zasad i skutecznych regulacji.