Autobiografia Cher zaczyna się od sceny z dzieciństwa: mała dziewczynka patrzy na Elvisa Presleya i marzy, by „wskoczyć do telewizora” i być jak on. To jeden z tych obrazów, które dobrze ustawiają ton całej książki. Bo choć z jednej strony jest tu opowieść o narodzinach artystki, z drugiej równie mocno wybrzmiewa historia dziecka, które od początku chciało uciec do większego, lepszego świata.
Jak podkreślał na antenie Radia Kraków Sławomir Wierzbicki z wydawnictwa Filia, siłą tej autobiografii jest jej bezpośredniość. Cher nie tworzy laurki na własny temat. Nie wygładza przeszłości, nie omija biedy, nie tuszuje rodzinnych napięć. Przeciwnie, opisuje swoje pochodzenie bez wstydu i bez literackiego retuszu. To właśnie dlatego ta opowieść ma w sobie więcej prawdy niż wiele głośnych biografii gwiazd.
Mocnym wątkiem książki jest także relacja Cher z matką, Georgią Holt. To nie jest prosty portret czułej, wspierającej rodzicielki. Z opowieści wyłania się więź pełna miłości, ale też zazdrości, napięcia i emocjonalnej rywalizacji. Wierzbicki zwracał uwagę, że miejscami trudno nie odnieść wrażenia, iż była to relacja bardziej dwóch rywalek albo dwóch bliskich sobie kobiet niż klasyczna relacja matki i córki.
W tej historii równie istotna jest muzyka. Cher pokazuje ją jako schronienie, sposób na oddalenie bólu i chaosu z dzieciństwa. W tym sensie pierwsze występy i wejście do świata muzyki nie są wyłącznie początkiem kariery, ale też formą autoterapii. W książce nie brakuje przy tym barwnych kulis show-biznesu: pojawia się Phil Spector, są anegdoty o Darlene Love, jest też opowieść o Sonnym Bono, który odegrał kluczową rolę w dalszym życiu i karierze artystki.
To jednak nie tylko historia cierpienia i ciężkiego startu. W autobiografii jest również dużo humoru, dystansu do siebie i bardzo żywego języka. Według Sławomira Wierzbickiego książkę czyta się tak, jakby sama Cher siedziała obok i opowiadała swoje życie bez pośpiechu, z ironią, ale i bez taryfy ulgowej dla siebie czy innych. Dzięki temu nie jest to zwykłe wspomnienie celebrytki, lecz opowieść z prawdziwym temperamentem.
Z książki wyłania się też Cher sprzed legendy: niepewna siebie, zakompleksiona, jeszcze nieświadoma własnego talentu. Dopiero kolejne spotkania, muzyczne przypadki i ludzie z jej otoczenia uruchamiają drogę, która zaprowadzi ją na scenę i ekran. To właśnie ten moment „zanim stała się Cher” wydaje się dziś jednym z najciekawszych elementów pierwszej części autobiografii.
I może właśnie dlatego po lekturze zostaje niedosyt. Pierwszy tom kończy się w momencie, gdy przed artystką otwierają się kolejne ważne rozdziały: nie tylko dalsza droga muzyczna, ale też kariera filmowa. Dla czytelników zainteresowanych muzyką, popkulturą i prawdziwymi historiami zza kulis będzie to lektura, która bardziej odsłania człowieka niż buduje pomnik.
Rozmowę prowadził Paweł Sołtysik.