Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem PO, Bogusławem Sonikiem.
Wczoraj Jean-Claude Juncker przedstawił rodzaj planowania UE. Więcej Unii w Unii to ma być lekarstwo?
- Tu ścierają się różne koncepcje. Kraje południa chcą szybciej się integrować i odejść od rygorów budżetowych. Francja to wsparła. Polska z Węgrami widziałyby Unię na wzór brytyjski, czyli jako umowę międzynarodową, gdzie nikt się nie wtrąca. Niemcy szukają wyjścia i negocjują, żeby kontynuować Unię. Jesteśmy przed decyzjami w Bratysławie. Poszukamy wspólnego mianownika. Więcej Unii tam, gdzie jest konsensus. On jest jak chodzi o wspólną politykę obronną.
O tym też mówił Jean-Claude Juncker.
- Tak. Merkel też to mówi. To może być ciekawe rozwiązanie. Za wspólną polityką obroną idą nowe technologie.
Jak pan przyjął słowa, że trzeba odejść od obowiązkowej kwoty uchodźców i odwołać się do odruchu serca?
- To przyznanie się do błędnej polityki forsowania przez Brukselę przyjmowania uchodźców. Oni nie chcieli zostawać w niektórych krajach, był opór społeczny. To Juncker mówił kilkanaście miesięcy temu, że będzie karać kraje... Trzeba szukać rozwiązania i odejść od administracyjnych działań.
Słyszeliśmy też słowa potępienia jak chodzi o ataków na Polaków. Na to też czekaliśmy?
- Tak. To pokazuje jak łatwo przejść od retoryki nacjonalistycznej do rozlewania się tego. Ludzie traktują to jako przyzwolenie na akty agresji.
W Polsce nie przekroczyliśmy już tych granic?
- Jeszcze nie, ale ocieramy się o takie wypowiedzi. Jest przymykanie oka na działanie skrajnych grup, jak ONR. To trzeba jasno przypominać, że tak nie można.
Czego się pan spodziewa po szycie w Bratysławie? Będą konkretne propozycje z polskiej strony? Czego pan oczekuje?
- Z naszej strony będzie kontynuacja myślenia o UE, jako związku państw o luźnych stosunkach. Tak jest w zgromadzeniach międzynarodowych. Być może w Bratysławie będzie próba szukania wspólnych mianowników. Chciałbym powiedzieć jedno. Unia od kilku lat działa tak, że nie ma dialogu wewnątrz krajów. Nie tylko premierzy powinni mówić o Unii. Unia powinna być przedmiotem debaty w każdym z krajów. Obywatele powinni wyrazić swoje zdanie w obliczu zagrożeń. Trzeba podkreślać, że to był wielki czas sukcesu dla Europy, życie w pokoju od 60 lat.
Jak taką dyskusję zorganizować w Polsce?
- Inicjatywa powinna należeć do ugrupowań i organizacji pozarządowych. Też do Komisji i Parlamentu Europejskiego. Od czego są biura konsultacji PE? W Polsce mamy dwa. W kilku miastach trzeba zorganizować spotkania. Niech ludzie powiedzą jak widzą UE. To nie mogą być szczyty, na których przy kolacji politycy coś omawiają i wychodzą mówiąc, że odnieśli sukces. Za 3 miesiące wszystko zaczyna się od nowa.
To jest ten moment zmiany czy trudno liczyć na przełom?
- Jakaś zmiana jest. Juncker do tej pory o tym nie mówił. W interesie wszystkich, jak Wielka Brytania jest na obrzeżach UE, jest szukanie wspólnych mianowników.
Nas bardziej wczoraj emocjonowała sprawa rezolucji. Nie jest to szukanie tematu zastępczego? PE się nie ośmiesza mówiąc o puszczy? Zwracał na to uwagę profesor Legutko.
- My selektywnie patrzymy na działania europejskie. Te tematy, o których się mówi, że powinny być przedmiotem obrad, są na agendach. Mówi się o wszystkich problemach europejskich. W kontekście puszczy jest kwestia obszaru Natura 2000. On jest szczególny. Raz był spór o obwodnicę Augustowa. Zawsze wszystkie rezolucje w PE są wynikiem konsensusu. Żeby mieć większość, każda z grup politycznych, stara się wstawić swoje punkty. Pewnie środowiska ekologiczne zwróciły na to uwagę.
Ta rezolucja i debata o Polsce, w obliczu tego co czeka UE, osłabia wizerunek naszego kraju?
- Wizerunek jest nadwyrężony przez ostentacyjną arogancję w retoryce polskiej administracji. To lekceważenie. „Dajcie nam spokój...” Jakbyśmy nie byli członkami wspólnoty. Są obowiązki wynikające z faktu bycia w UE. Jak pan pyta o debatę o przyszłości Unii to tu od jakości tego stanowiska będzie zależało... Obywatele UE chcą usłyszeć głos jak dalej można tworzyć ten wspólny związek, żeby był silny i rozwiązywał problemy UE.
Proponuje pan, żeby w Krakowie powstał specjalny zespół ds. Zakrzówka. To zbyt poważna sprawa, żeby Zakrzówek zostawić tylko urzędnikom i ludziom?
- Tak samo architektom. To niezwykły i piękny obszar. To też tajemniczy obszar. Nie należy ingerować w to zbytnio. Trzeba wykorzystać naturalny układ i bogactwo tego obszaru. Przez nieingerencyjne urządzenie tego parku, ludzie muszą chcieć tam przychodzić. To musi być obszar, w którym będzie się chciało bywać. Potrzebni są architekci krajobrazu, specjaliści od nasadzania roślin, organizowania ścieżek edukacyjnych. Potrzebny jest namysł i rozmowy. Nie jakieś PR-owskie głosowanie w internecie na podstawie 5 zdjęć.
Nikomu te koncepcje do końca nie odpowiadają. W ten sposób krytykuje pan oddanie tego na żywioł?
- Od 20 lat była walka o park na Zakrzówku. Nie widzę powodu, żeby nagle to robić w takim tempie. Spokojnie. Przyglądnijmy się. Nie zniszczmy, bo potem będziemy żałować. Stwórzmy tam perłę zieleni, bogactwa natury to będziemy dumni, że w centrum metropolii coś takiego jest. Najgorsza będzie zabudowa tego pseudonowoczesnymi instalacjami.
Tylko, żeby to znowu nie trwało 20 lat...
- Wystarczą 2 miesiące otwartych spotkań. To musi być uporządkowane. Trzeba wykorzystać wiedzę ludzi, którzy się na tym znają.
Władze Krakowa powinny zrezygnować z tego plebiscytu, który ma się zacząć 1 października?
- Dla mnie plebiscyt niczego nie rozwiązuje. Głosowania internetowe pokazały jak można się zmobilizować, żeby coś przepchnąć. Nie idźmy tą drogą.
Czyli głębsza dyskusja, ale bez opóźnień?
- Bez opóźnień. 2-3 miesiące dyskusji z tymi, którzy przedstawią całościowy plan.