Wczoraj koncern Discovery poinformował formalnie polskie władze o złożeniu skargi prawnej w związku z przegłosowaniem przez Sejm ustawy medialnej oraz nieprzyznaniem koncesji dla stacji TVN24. W komunikacie firma pisze, że wysłała do prezydenta Andrzeja Dudy formalne powiadomienie o powstaniu sporu w ramach Traktatu o stosunkach handlowych i gospodarczych Rzeczpospolitej i USA z roku 1990. Jak ten krok może wpłynąć na dalsze losy tego prawa?
To jest normalna procedura w momencie, kiedy ktoś czuje się wywłaszczany ze swojej własności. Odwołuje się do sądów i odpowiednich arbitraży. Należało się tego spodziewać, podejmując taką próbę uporządkowania, jak to się określa, ładu medialnego. Powinny się władze zastanowić nad tym, czy gra warta jest świeczki. Można było podejmować różne decyzje, można było również powiedzieć, że będziemy wprowadzać ten ład medialny taki, żeby było te 49% kapitału z obszaru gospodarczego europejskiego, ale można było też uznać, że istnieje jakieś status quo i zaczynamy wprowadzać tę legislację od momentu jej wyjścia w życie. Ze strony Stanów Zjednoczonych nie grozi nam żadnego rodzaju wroga propaganda. Wynika to z faktu, że amerykańska firma dysponuje kanałem telewizyjnym.
Sejm jest na parlamentarnych wakacjach do 15 września. Teraz piłka w grze w tej sprawie jest po stronie Senatu, bo albo 9 albo 10 września ma odbyć się posiedzenie, na którym właśnie izba wyższa podejmie decyzję w sprawie tych przepisów.
Większość senacka czyli Koalicja Obywatelska zapowiada, że zagłosuje przeciwko i odrzuci tę ustawę.
To jest dobry krok? Czy lepiej poprawiać tę ustawę zamiast odrzucać w całości?
Ona generalnie nadaje się do odrzucenia. Tam będzie próba zgłoszenia poprawki - zapowiedział to poseł Marek Suski - która by umożliwiała nadawanie kanałowi informacyjnemu TVN24, a reszta miałaby być procedowana w późniejszym terminie. Tym niemniej emocje są tak podgrzane, wymiana ciosów jest tak mocna, że w grę będą wchodzić w dużej mierze racje polityczne, które wybrzmiały w trakcie tych debat i protestów.
O języku i temperatury tej debaty chciałbym przez moment porozmawiać. Po tym jak przeciwko wnioskowi o odroczenie posiedzenia w powtórnym głosowaniu w Sejmie opowiedział się między innymi Paweł Kukiz, wylała się na niego fala hejtu. Mam wrażenie wręcz, że stał się chłopcem do bicia dla politycznych przeciwników Zjednoczonej Prawicy. Nie wiem, co działo się na sali sejmowej, bo trudno było w tym jazgocie zrozumieć wszystkie słowa, które tam były miotane, ale były to chyba grube słowa. Natomiast nie mieli z nimi problemu politycy, nawet pańscy partyjni koledzy, jak chociażby były szef dyplomacji Radosław Sikorski, który wręcz powiedział w telewizji TVN24, że Paweł Kukiz jest albo kompletnym durniem, który nie rozumie, co się dzieje, albo sprzedajną szmatą. Jak pan, któremu raczej obcy jest taki pozaparlamentarny język, ocenia takie wypowiedzi?
Uważam, że nie należy go stosować. Powiedziałbym nawet, że jest niedopuszczalny, dlatego że to się rozlewa potem na całą Polskę, na język, jaki jest używany w codziennej debacie politycznej przy stolikach kawiarnianych czy w rozmowach towarzyskich.
Mamy język i mamy czyny. Mamy atak na siedzibę lubelskiego oddziału Prawa i Sprawiedliwości, demolowanie elewacji, mamy atak fizyczny, popychanie posła Dobromira Sośnierza przed Sejmem.
To nie pierwszy taki przykład. Te emocje przeradzają się również w akty przemocy. Tego trzeba unikać. Zawsze będę powtarzał, że jedynym sprawdzianem są wybory. Prowadźmy politykę, tak żeby zdobywać zwolenników, którzy w momencie wyborów przy urnie wyborczej zmienią władzę i zmienią rządzących.
A propos wizji potencjalnych wyborów. Jak pan ocenia perspektywę dalszych ruchów na politycznej scenie Jarosława Gowina i jego ugrupowania?
Jeżeli chodzi o przyszłość i te dwa lata, które nas czekają do wyborów, wyraźnie widać wolę po stronie Prawa i Sprawiedliwości, żeby jednak skleić tę większość, która jest w tej chwili minimalna. Trzyma się na tych kilku posłach z ugrupowania Kukiz'15. Jarosław Gowin odchodząc rozchybotał tę łódź i widzimy to już przy tych głosowaniach, które miały miejsce przedwczoraj w Sejmie, że w tej chwili wszystko będzie możliwe przy każdym głosowaniu. Trudno jest tak rządzić, bo nie za każdym razem będzie można ogłaszać reasumpcję i powtarzać głosowanie szukając jakiejś jednorazowej większości. Jak rozumiem teraz Jarosław Gowin powiedział, że chce budować centroprawicę umiarkowaną. Pewno będzie szukał porozumienia z PSL.
Niespokojna jest sytuacja u naszych wschodnich sąsiadów. Rząd Łotwy ogłosił stan wyjątkowy w swoich rejonach graniczących z Białorusią, żeby powstrzymać migrantów, którzy próbują tam - ewidentnie za przyzwoleniem władz białoruskich - przedostać się na terytorium Unii Europejskiej. Na Litwie obowiązuje stan nadzwyczajny. Kraje te rozpoczynają budowę ogrodzenia, wręcz wysokiego muru czy płotu, który ma fizycznie powstrzymywać uchodźców z Bliskiego Wschodu przed wtargnięciem. Jak Polska, oprócz tego, że już pomaga tym krajom, powinna na tę sytuację reagować? Czy my także powinniśmy podobnych incydentów na polsko-białoruskiej granicy spodziewać się w przyszłości?
One już są, bo z tego, co czytałem ostatnio, to w ciągu ostatnich kilku dni zaczęło się pojawiać kilkudziesięciu czy kilkuset nawet uchodźców na granicy polsko-białoruskiej. Ta granica jest dłuższa, w związku z czym pewno trudniej będzie zbudować jakieś tego typu fortyfikacje, które by uniemożliwiały ich przekraczanie. Tutaj należy oczekiwać głosów Frontexu, agencji europejskiej w tej sprawie i środków finansowych na zabezpieczenie tej granicy. Na pewno trzeba myśleć również o takich rozwiązaniach jak płot czy mur.
Przyzna pan, że nie ułatwia myślenia o tej sprawie to, z jak katastrofalną klęską mamy do czynienia w Afganistanie. Wojska koalicji, w tym także wojska polskie, po wycofaniu się stamtąd właściwie oddały kraj na pastwę talibów. Ci zajmują kolejne duże miasta siejąc terror wśród ludności.
Jeszcze nikt nie zdołał wprowadzić jakiegoś porządku, narzucając siłą Afgańczykom z zewnątrz swoje rządy. I tutaj się okazuje, że scenariusz jest taki sam, jak go oglądaliśmy: wycofywanie się wojsk amerykańskich z różnych krajów, które następnie były oddawane w ręce wrogich sił. To stawia pod znakiem zapytania gorliwość sojuszników Stanów Zjednoczonych do wspierania ich w tych decyzjach, bo ta solidarność jest. Ale potem okazuje się, że było to wszystko nieskuteczne i pytanie, czy w ogóle potrzebne.
Nie jest pan parlamentarzystą reprezentującym Podhale, ale ma pan sentyment do tej części naszego regionu. Dlaczego górale nie chcą się szczepić? Pytam w kontekście możliwości wprowadzenia regionalnych obostrzeń, o których mówił minister zdrowia Adam Niedzielski. Gdyby miały zostać wprowadzone, jest ryzyko, że w dużym stopniu obejmą właśnie południową Małopolskę, gdzie poziom zaszczepienia nawet nie osiąga 20 proc.
Górale zawsze byli krnąbrni, jeżeli chodzi o stosowanie przepisów prawda. Słynne jest zdanie, że prawo budowlane się nie przyjęło na Podhalu. Są nieufni, uważają prawdopodobnie, że skoro żyją w takim pięknym otoczeniu, to natura sama powinna ich bronić przed takimi atakami wirusów. Popełniają błąd, dlatego że jest to region turystyczny. Turyści jednak oczekują bezpieczeństwa i chcieliby czuć się bezpieczni na Podhalu. Jeżeli tego bezpieczeństwa nie będzie, to siłą rzeczy rząd będzie musiał wprowadzić jakieś rozwiązania, które zamkną czasowo możliwość prowadzenia działalności gospodarczej, hotelowej i turystycznej. To odbije się na ich rachunkach, na ich dochodach. Wypadałoby iść po rozum do głowy.
Wyobraża pan sobie takie obostrzenia na wzór włoski czy francuski? Nie mówimy zbyt wiele o tym, co dzieje się na francuskich ulicach, ale sporo tam protestów w tej sprawie.
Jestem jednak zwolennikiem takiego republikańskiego podejścia do rozwiązań, które są niezbędne dla ochrony obywateli. W Polsce rzeczywiście trudno by było sobie to wyobrazić na taką skalę jak we Francji. Tym niemniej władza nie powinna się cofać przed tym, żeby stwarzać zabezpieczenia dla obywateli i unikać niepotrzebnych zagrożeń. Te zagrożenia są, jeżeli szczepienia nie osiągną określonego poziomu tak jak w Anglii, gdzie obserwujemy w tej chwili znoszenie wszystkich ograniczeń ale i spadek zachorowań, bo osiągnęli dużą liczbę osób zaszczepionych.