Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z małopolskim radnym PiS, Bogdanem Pękiem.
W Sejmie posłowie przegłosowali projekt zmian w ustawie o ochronie zwierząt autorstwa PiS. Większość jest duża. 356 osób było za. Ciekawe jednak, że 75 osób było przeciw. Wśród nich posłowie Zjednoczonej Prawicy i wszyscy parlamentarzyści Solidarnej Polski. Jak pan ocenia to głosowanie?
- Nie napawa to optymizmem. Może nie samo głosowanie, ale zapowiedzi, które były w ślad za tym głosowaniem o zerwaniu umów koalicyjnych. Rzecznik rządu mówił o rządzie mniejszościowym i przedterminowych wyborach. W polityce jestem długo, różne rzeczy widziałem, także haniebne warunki wejścia do UE, gdzie nie było negocjacji. To kosztowało setki miliardów złotych. Teraz, kiedy po ogromnej walce wygraliśmy wybory prezydenckie, wybory parlamentarne i mamy większość… Różnice w koalicji nie są tak istotne programowo, żeby było zerwanie większościowego układu. Istnieje potężne prawdopodobieństwo, że władzę przejmie neomarksizm światowy, który narzuca dramatycznie niekorzystne rozwiązania dla Polski. Odpowiedzialność będą ponosić liderzy wszystkich trzech ugrupowań. Ambicje i własne interesy nie mogą przesądzić o zerwaniu rządu niezbędnych reform dla dużego narodu w centrum Europy. My jesteśmy między rosyjskimi interesami i niemieckimi interesami, które dążą do dominacji. Ten rząd jest jedyną barierą. Rząd musi mieć większość. Ta ustawa nie może być podstawą do zerwania koalicji. To nie jest problem, który w skali problemów Polski postawiłbym w pierwszej dziesiątce.
Wczoraj Ryszard Terlecki mówił, że w obliczu różnicy zdań ws. Piątki dla Zwierząt i odpowiedzialności urzędniczej rozmowy koalicyjne zostaną wstrzymane. Dzisiaj Marek Suski w RMF mówi, że koalicji od wczoraj już nie ma. Nie ma?
- Są zasady, że słowa powinny zawierać treść. Nie słyszałem o zerwaniu koalicji. Widziałem, że koalicjanci zagłosowali przeciwko ustawie dotyczącej tego ładu wśród zwierząt. To się stało. Nie wiem, czy jest to walka propagandowa, czy próby straszenia. Dla mnie nie ma to znaczenia. Jak zerwą koalicję i układ się rozpadnie, ciężko będzie wygrać przedterminowe wybory. Pewnie PiS pójdzie oddzielnie, koalicjanci oddzielnie. Pewnie stracimy władzę. Jak to ma być powód, bo ktoś się zdenerwował i kogoś ambicje przerastają, byłbym zdecydowanie potępiającym takie rozwiązanie.
W małopolskiej kopalni Brzeszcze powołano komitet protestacyjno-strajkowy. Związkowcy mówią, że to decyzja dyktowana troską o przyszłe miejsca pracy w górnictwie, głównie z obawy o realizowaną politykę klimatyczną. W tle pobrzmiewa to, co w środę – podczas orędzia o stanie UE – mówiła Ursula von der Leyen. Ona zapowiadała zdecydowane przyspieszenie działań na rzecz neutralności klimatycznej Europy. To oznacza poważne zagrożenie dla sektora węglowego w Polsce?
- Nie ma co ukrywać. Każdy racjonalny człowiek musi zdawać sobie sprawę, że dyrektywa klimatyczna przyjęta przez rząd Tuska i poszerzona przez rząd Kopaczowej narzuca taką redukcję CO2, która wymusza stopniową likwidację węgla w Polsce. U nas to nieograniczone, tanie źródło energii. To, co powiedziała pani von der Leyen, jest niebywałe. Tak jakby zabrakło rozumu lub działały siły spoza galaktyki, które narzucają kuriozalne rozwiązania. Ona powiedziała, że będą żądać redukcji CO2 o 55% do 2030 roku. Jakby to zostało zrealizowane i narzucone siłą Polsce, jest to nieprawdopodobny dramat. To katastrofa. Nie wyliczę tego, ale to setki miliardów strat i likwidacja suwerennego państwa polskiego. Na tym tle spór o czapkę gruszek w koalicji jawi się jako rzecz niewybaczalna. Ona zapowiedziała przymusową relokację uchodźców, wymuszenie głosowania większościowego wbrew rozwiązaniom traktatowym. Gdy wchodziliśmy do UE, Traktat był ratyfikowany przez parlamenty krajów. Ona powiedziała, że dopuszcza rozwiązanie, w którym bez zgody państw, przeprowadzi się poza traktatowe rozwiązanie co do głosowania większościowego. Głosowanie większościowe po ostatnich decyzjach UE, w tym Parlamentu Europejskiego potępiającego Polskę za rzekome prześladowania mniejszości seksualnych pokazuje, że oni zrobią, co z Polską będą chcieli. Co chcą zrobić? Podporządkować, zdemoralizować, seksualizować. To oznacza, że Polska stanie się Pollandem, nie państwem suwerennym. Zapowiedziała kary finansowe za praworządność, siłowe narzucanie ideologii LGBT. To brzmi strasznie. To wypowiedź wojny, bez wypowiedzenia wojny wobec zasad w Polsce. Jak się bronić? Trzeba mieć silny rząd, który ma większość i trzeba budować Trójmorze, bez którego sami tego nie obronimy.
Małopolski Sejmik ma pod koniec września przyjąć Program Ochrony Powietrza dla Małopolski. Ten dokument jest w konsultacjach. One z powodu pandemii się przedłużają. Na ten temat dyskutowali państwo ostatnio na komisji rolnictwa. Jest pan jej przewodniczącym. W przyszły czwartek ma zebrać się komisja ochrony środowiska. Zgłosił pan propozycje poprawek do te dokumentu. Czego one dotyczą?
- To są formalnie trzy poprawki. Najważniejsza sprowadza się do tego, że moim i nie tylko moim zdaniem, został dramatycznie zawyżony wskaźnik emisji pyłów przy spalaniu drewna. On został przyjęty na poziomie 20 miligramów na metr sześcienny. UE przyjmuje 40. Polskie normy Czystego Powietrza też 40.
To nie jest dobry kierunek, żeby emisja była mniejsza? Wtedy będzie mniejsze zanieczyszczenie powietrza.
- Nie jest to dobry kierunek. Norma 40 przez UE, która ma na tym tle bzika, została uznana za bezpieczną. Wychodzenie przed szereg i próba wyeliminowania drewna jako paliwa… W polskich realiach drewno jest jedynym poważnym źródłem energii odtwarzalnej, tak zwanym OZE. Pozostałe to kilka procent. Drewno to ponad 60%. Jeśli wyeliminujemy drewno, wprowadzimy gaz kopalny czy inne paliwa, doprowadzi to do absurdu. Wszyscy ludzie wiedzą, że niespalone drewno rozkłada się w procesie biologicznym. W wyniku rozkładu do atmosfery dostaje się wielka ilość metanu. Ten gaz wiele razy mocniej zwiększa efekt cieplarniany niż CO2.
Jak przekonałby pan tych, którzy liczą, że jakość powietrza w Małopolsce się poprawi w takim stopniu, jak obserwujemy to od roku? Wtedy weszła w życie krakowska uchwała antysmogowa. Widać było jesienią, że w niektóre bezwietrzne dni, Kraków był zieloną wyspą, a obwarzanek krakowski świecił na czerwono.
- Moje słowa to nie sprzeciw przeciwko czystemu powietrzu. Dobra była likwidacja kopciuchów. Spór idzie o dramatycznie wysoką normę przy spalaniu drewna. W realiach prowincji małopolskiej drewno musi być dopuszczone do produkowania ciepła. Inaczej wymusimy rozwiązania nieekologiczne, które spowodują podniesienie kosztów, zubożenie ludności. Efektu nie będzie. CO2 i metan z drewna dostanie się do atmosfery i stworzy ten efekt cieplarniany. Czystość powietrza, ochrona środowiska – tak, ale nie na wariackich papierach. Racjonalne normy i okresy przejściowe muszą być zachowane.