Już teraz algorytmy w dużej mierze decydują o tym, co czytamy, co oglądamy, co kupujemy, jak się ubieramy, co jemy. W przyszłości podobne algorytmy mogą decydować o tym, jak będziemy wynagradzani, oceniani, sądzeni, leczeni… Od tego już tylko krok do świata, w którym o naszym życiu i śmierci zadecyduje sztuczna inteligencja.
„Jesteśmy w momencie bardzo szybkich zmian, które nie wiadomo dokąd prowadzą i w tej sytuacji można oczywiście dojść do alarmujących wniosków” – twierdzi filozof i romanista dr Tomasz Szymański, autor książki „W poszukiwaniu religii uniwersalnej” – „można chyba nawet powiedzieć, że ta sztuczna inteligencja w jakimś stopniu zaczyna przypominać pogańskie bóstwa, które mają nad nami władzę, są istotami wyższymi, ale są też kapryśne. My próbujemy wkupić się w ich łaski, przebłagać je jakoś, targować się z nimi, ale one pozostają obojętne na nasz los”.
Oczywiście na razie to tylko swego rodzaju przenośnia, rozważanie teoretyczne, science fiction. Na razie, mimo że w pewnych aspektach sztuczna inteligencja zdecydowanie przewyższa tę ludzką, nikt nie oddaje jej boskiej czci, a pytanie, czy tak mogłoby się zdarzyć w przyszłości, jest czystą spekulacją. Mamy też wciąż (tak się wydaje) pełną kontrolę nad maszynami.
Dr T. Szymański: „niemniej taka technologiczna wizja boskości czy bóstwa, które mogłoby w pewnym momencie przejąć kontrolę, jest to coś, nad czym przynajmniej powinniśmy się zastanowić”.
Gdyby kiedyś doszło do takiej sytuacji, powstałaby religia prawdziwie uniwersalna, religia dotycząca każdego, mająca wpływ na życie wszystkich istot. Ludzie poszukują takiej religii od tysięcy lat.
Dr T. Szymański: „religia uniwersalna to każda metareligia, nadreligia, która w jakiś sposób reinterpretuje całe dziedzictwo religijne ludzkości według określonych kryteriów, które mogą być różne zależnie od kontekstu autora”.
W naszym – zachodnim kręgu kulturowym, bazę, „matrycę” religii uniwersalnej tworzy przede wszystkim chrześcijaństwo. I to niemal od samego początku.
Dr T. Szymański: „już Paweł z Tarsu, w pewnym sensie założyciel tej religii, kiedy występuje na ateńskim Areopagu, mówi do Greków, że oni czczą to, czego nie znają. Czczą nieznanego Boga, którego on przychodzi im ogłosić. Kryje się za tym myśl, że ta religia uniwersalna, która później zostanie nazwana katolicką, jest również tam, gdzie nie do końca się jej spodziewamy”.
Z tego podejścia, które przez wiele wieków ewoluowało, wyrasta koncept religii naturalnej, religii, do której człowiek może dojść dzięki swoim naturalnym zdolnościom. Dzięki rozumowi.
Dr T. Szymański: „człowiek sam może dojść do tego, że jest jakaś istota wyższa, że istnieje Bóg, że należy mu się cześć. Nawet jeśli to jest Bóg niekoniecznie osobowy. Taka religia naturalna jest właściwie składową tradycji katolickiej. Dostępną na przykład wszystkim, którym nie ogłoszono Ewangelii. I w tym sensie w rozumieniu katolików ta religia naturalna jest takim przedsionkiem do prawdziwego, pełnego objawienia”.
Rzecz w tym, że już od czasów oświecenia wiadomo, że na tym przedsionku można się zatrzymać, że nie ma żadnej konieczności przekraczania jego progu.
Dr T. Szymański: „filozofowie oświecenia dokonali wielkiej pracy krytycznej i na tej kanwie powstały różne odmiany religii naturalnej. Wiele z nich było postaciami autonomicznymi, samowystarczalnymi, negującymi objawienie”.
Później była rewolucja francuska, która pokazała, że może istnieć państwo bez Boga, państwo ateistyczne, a przynajmniej niekatolickie, państwo, które wyrzeka się religii albo próbuje zaimplementować zupełnie nową, wymyśloną religię, różną od tej, którą wyznawali ojcowie i dziadowie.
Doświadczenia rewolucji i czasów po niej pokazały jednak, że społeczeństwo potrzebuje bóstwa, potrzebuje doświadczenia metafizycznego. W pewnym sensie teraz żyjemy w podobnych czasach – cała ludzkość wie już, że można żyć bez religii, że struktury państwowe nie powinny być powiązane ze strukturami Kościołów, ateizm jest akceptowany.
Dr T. Szymański: „ten brak jakiegoś pierwiastka religijnego czy duchowego zaczyna nam jednak doskwierać, społeczeństwo bez religii coś traci. Już w XIX wieku Pierre Leroux – filozof i utopijny socjalista – stwierdził, że społeczeństwo bez fundamentu religijnego jest w jakiś sposób wybrakowane”.
Leroux zaproponował rozwiązanie tego problemu, nową religię uniwersalną, uznającą, że objawienie wywodzi się z tradycji, że ludzkość, społeczeństwo zmienia się, dojrzewa.
Dr T. Szymański: „wyławiał z różnych kultów wspólne prawdy, które tu na ziemi (bo według niego istnieje tylko życie doczesne) miały pomóc w realizacji ideałów ludzkości, dla Leroux były to ideały rewolucji – wolność, równość, braterstwo”.
Czy w przyszłości mógłby powstać podobny konstrukt? I tym razem rzeczywiście stać się religią uniwersalną?
Mimo wszystko bardziej chyba prawdopodobny jest kult wszechmogącego algorytmu.