-
Spór o lektury to spór o to, czy szkoła ma wychowywać, czy uczyć myślenia.
-
Lektury pełne stereotypów można wykorzystać krytycznie – jako punkt wyjścia do rozmowy o zmianach społecznych.
-
W kanonie brakuje kobiet-autorek i pełnokrwistych bohaterek.
-
Egzaminy zabijają sens literatury – uczą treści, nie rozumienia.
-
Prawdziwa reforma edukacji zacznie się wtedy, gdy szkoła nauczy kontekstu, nie tylko cytatów.
- A
- A
- A
"Bezradne i romantyczne". O kobietach, których wciąż nie ma w szkolnych lekturach
"W lekturach szkolnych matki karmią i sprzątają. Nie ma w nich refleksji nad wychowaniem czy wartościami. Macierzyństwo jest sprowadzone do roli usługowej, a nie duchowej" - mówi dr Aleksandra Korczak, nauczycielka, członkini Pracowni Badań Literatury dla Dzieci i Młodzieży na Uniwersytecie Warszawskim, współdziałaczka SOS dla Edukacji i autorką książki "Bezradne i romantyczne. Bohaterki lektur do szkoły podstawowej". "Dzieci, patrząc na listę lektur, uczą się nie tylko treści, ale i tego, kto jest autorytetem w kulturze" - przekonywała w Radiu Kraków dr Korczak.Lektury jako pole ideologicznego sporu
Spory o listę lektur w Polsce od lat mają charakter polityczny. Aleksandra Korczak tłumaczy, że to wynik niezrozumienia, czym naprawdę jest lektura szkolna. Dla wielu polityków i komentatorów to narzędzie propagandy i nośnik wartości narodowych, podczas gdy dla nauczycieli to przede wszystkim narzędzie edukacyjne – pozwalające uczyć czytania, rozumienia i myślenia:
Większość uczestników tych debat widzi w lekturze szkolnej nośnik ideologii, a przecież literatura w szkole służy kształtowaniu umiejętności czytelniczych, rozwijaniu języka i wrażliwości. To nie propaganda, tylko edukacja.
Korczak przypomina, że dopiero od 2017 roku kanon lektur ma obowiązkowy, sztywny charakter. Wcześniej nauczyciele mieli większą swobodę — mogli wybierać spośród puli propozycji lub sami dopasowywać teksty do uczniów.
W książce „Bezradne i romantyczne” Korczak analizuje, jak kobiece postacie w szkolnych lekturach utrwalają tradycyjne role płciowe. Mówi jednak, że sam fakt istnienia stereotypów nie musi być problemem, jeśli nauczyciele potrafią je omawiać krytycznie.
W lekturach jest dużo stereotypów płciowych, ale to nie musi być problem. Warto o nich rozmawiać: że kiedyś kobiety nie mogły mieć zawodu ani własnych pieniędzy, a dziś mogą – właśnie dzięki feminizmowi
- tłumaczy dr Korczak.
Jej zdaniem szkoła powinna uczyć rozumienia kontekstu i historii ról społecznych, a nie traktować stare wzorce jako obowiązujące. Tylko w ten sposób uczniowie zrozumieją, że emancypacja to nie ideologia, lecz proces, który pozwala dokonywać wyborów.
Między feminizmem a „fałszywym feminizmem”
Autorka zwraca uwagę, że współczesna kultura popkulturowa wprowadza nowy typ bohaterek – pozornie niezależnych, silnych, a w rzeczywistości odtwarzających męskie wzorce siły i dominacji. Nazywa to „postfeministycznym zafałszowaniem” idei równości:
Mamy dziś bohaterki silne, ale często przemocowe i samotne. To toksyczni męscy bohaterowie w żeńskim wydaniu. Feminizm nie polega na tym, by udawać mężczyzn, tylko by wspierać się nawzajem.
Korczak przypomina, że feminizm to nie walka z mężczyznami, ale siostrzeństwo i uświadamianie dziewczętom, że ich wartość nie zależy od wyglądu. Wspomina też, że współczesne dziewczynki już w szkole podstawowej odczuwają presję atrakcyjności, co widać w kulturze i mediach społecznościowych.
W literaturze obowiązkowej dominują postacie matek, które nie są przewodniczkami duchowymi czy intelektualnymi, ale opiekunkami domowego porządku.
W lekturach szkolnych matki karmią i sprzątają. Nie ma w nich refleksji nad wychowaniem czy wartościami. Macierzyństwo jest sprowadzone do roli usługowej, a nie duchowej
- zauważa Aleksandra Korczak.
Ten wątek łączy się z brakiem kobiecych autorek w kanonie, co — zdaniem Korczak — zafałszowuje obraz historii literatury i wpływa na to, jak dzieci postrzegają, kto może tworzyć „wielką literaturę”.
Ukryte lekcje szkoły i rola autorek
Dzieci, patrząc na listę lektur, uczą się nie tylko treści, ale i tego, kto jest autorytetem w kulturze. Skoro niemal wszyscy autorzy to mężczyźni, uczniowie mogą podświadomie uznać, że kobiety nie są twórczyniami ważnych dzieł. Korczak przywołuje przykład współczesnych autorek – choćby Elizy Kąckiej, laureatki Nagrody Nike – jako dowód, że literatura kobieca ma dziś wielką siłę i wartość.
„Dzieci patrzą na listę i widzą: wielcy pisarze to mężczyźni. To fałszywy obraz kultury. A przecież kobiety od dawna tworzyły znakomitą literaturę, tylko dziś ich nie czytamy.”
- uważa gościni Radia Kraków.
Podkreśla, że idealna lista lektur powinna odzwierciedlać różnorodność i aktualność świata kultury – i że to nauczyciele, nie politycy, powinni decydować o tym, co się czyta w szkołach.
Problem polskiej edukacji nie kończy się na liście lektur. Źródłem kłopotów jest system egzaminacyjny, który uczy reprodukcji treści zamiast myślenia. Korczak wskazuje, że uczniowie przygotowują się do testów, a nie do rozumienia literatury:
Dzieci uczą się, w jakiej kolejności coś się wydarzyło w "Zemście". Nie wiedzą, kim był Fredro ani czym jest satyra. Paradoksalnie lepiej wypadają ci, którzy czytali bryki.
To – jej zdaniem – odbiera sens czytaniu i zabija przyjemność z kontaktu z tekstem. Prawdziwa reforma musiałaby zmienić system oceniania, egzaminy i wynagradzanie nauczycieli, a nie tylko listę książek. Korczak tłumaczy, że szkoła podstawowa nie daje uczniom narzędzi, by rozumieć dzieła historycznie. Dzieci nie wiedzą, kim byli autorzy, w jakich czasach żyli, i mylą epoki. Dlatego np. „Quo vadis” czy „Balladyna” są czytane jak współczesne historie:
Uczniowie nie wiedzą, kto był pierwszy – Sienkiewicz czy Kochanowski – bo nie znają historii literatury. Dla nich wszystko dzieje się równocześnie. To wina podstawy programowej, nie ich.
Według badaczki miejsce klasyki jest w szkole średniej, a szkoła podstawowa powinna rozwijać przede wszystkim miłość do czytania, nie pamięć chronologiczną.
Komentarze (0)
Najnowsze
-
18:59
Pickelball...??? Nie znacie , to posłuchajcie!
-
18:26
Pływacki Memoriał w krakowskim KSOS
-
17:57
Ekonomista Marek Zuber: O odbudowie Ukrainy zdecydują pieniądze, nie sentymenty
-
17:09
Kolejne wzmocnienie Wieczystej Kraków
-
17:02
Referendum wciąż przed sądem. Kiedy wybory prezydenta Krakowa?
-
16:26
Wypadek w Przyborówce i utrudnienia na DW 949. Opóźnienia także na kolei
-
16:02
Mszana Dolna. Areszt dla 28-latka podejrzanego o nękanie byłej narzeczonej
-
15:57
Jak wybrać pościel satynową?
-
15:19
Michał Drewnicki, kandydat PiS na prezydenta Krakowa, chce zachować przemysłowy charakter Rybitw
-
14:44
Po dwóch miesiącach Tarnów znów ma przewodniczącą rady miejskiej. Jej Pracami pokieruje Edyta Kowalska
-
14:32
Czy Szymborskiej udałoby się wygrać Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej?
-
14:03
Przywrócono ruch tramwajów na ulicy Starowiślnej, gdzie wybrzuszyła się szyna
-
14:02
Taniec to nie tylko ruch, to sposób na budowanie relacji. "Ważne, by się odważyć"
-
13:57
Zapomnij o szkole, jaką znasz. Od września uczniów czeka rewolucja
-
13:11
Klimkówka bez kąpieliska? Wszystko przez niski stan wody
-
13:10
Marianna Schreiber: w Krakowie niech każdy jeździ, czym chce, nawet autami bez badań technicznych
-
12:11
Ryzykowny manewr na Zakopiance. Kierująca BMW odmówiła przyjęcia mandatu
-
11:37
Potańcówka na Plantach z Radiem Kraków i Krakowskim Forum Kultury. W piątek roztańczymy Kraków!
-
10:45
Kraków prof. Agnieszki Chłosty-Sikorskiej - Służba zdrowia - odc. 2. - Powojenny Kraków leczy rany
-
15:05
Zdrowie zaczyna się w jamie ustnej