Adam Niedzielski, były minister zdrowia, po pobiciu przez dwóch pijanych mężczyzn, którzy krzyczeli do niego: „śmierć wrogom ojczyzny”, napisał - „nawołuje polityków, żeby podjęli jakąś refleksję, te podziały doprowadzają do eskalacji przemocy”. Wcześniej Niedzielskiemu groził Grzegorz Braun, który do politycznego mainstreamu wszedł dzięki Konfederacji. Czy zatem Konfederacja bierze dziś na siebie część odpowiedzialności za ten wzrost przemocy? Dotąd tylko słownej, teraz - jak widzimy - także fizycznej.
- Absolutnie nie popieramy jako Konfederacja żadnej formy przemocy – słownej lub fizycznej. Nie powinno się atakować żadnego człowieka, który wyraża swoje poglądy i pełni funkcje państwowe. Nie jesteśmy ojcami tego pobicia. Widać jednak, że działania pana Niedzielskiego w czasie pandemii wzbudzały skrajne emocje. Były zamykane firmy, ludzie nie mogli wychodzić do parków. Pamiętamy, ile firm dokonało żywota. Do dziś to budzi skrajne emocje.
Ale nie usprawiedliwiają one ataków fizycznych i słownych?
- Tak, nie usprawiedliwiają żadnej formy przemocy. Konfederacja to potępia.
Dzisiaj Konfederacja odcina się od Grzegorza Brauna i jego aktywności?
- Grzegorz Braun nie jest w Konfederacji od wielu miesięcy. On wybrał swoją drogę.
Nie widzą państwo Grzegorza Brauna i braunowców w ewentualnej przyszłej koalicji?
- Polityka jest dynamiczna. Polityka się zmienia. Na teraz nie ma mowy politycznej i chęci ze strony Grzegorza Brauna i naszej, żeby wrócić do tego mariażu.
Jak dziś klasa polityczna powinna odpowiedzieć na ten apel Niedzielskiego? Chodzi o apel dotyczący eskalacji przemocy i nawoływania do tego, żeby politycy podjęli jakąś refleksję.
- Klasa polityczna już podjęła refleksję. O tym rozmawiamy. Już każdy wyraża dezaprobatę. Nie ma środowiska politycznego, które by to aprobowało. Każdy to potępia. Każdy wie, że to coś nagannego. Nie wolno nikogo bić, ani nawet słownie linczować. Ta polaryzacja, granie na najprostszych instynktach przez polityków jest nagminne. Widzimy to od 20 lat w wykonaniu PiS i PO. To efekt nagonki tych dwóch partii, które nauczyły nas, jak to ma wyglądać. To efekt 20 lat walki i naparzanki PiS z PO.
Jak przyjmie Konfederacja słowa prezesa Kaczyńskiego, według którego ewentualna koalicja Konfederacji z Koalicją Obywatelską byłaby zdradą?
- Prezes Kaczyński posuwa się bardzo daleko w atakach na Konfederację. On realizuje plan, w którym śni o samodzielnych rządach w 2027 roku. Mami tą wizją swoich wyborców i podopiecznych. Wydał rozkaz ataku na Konfederację. Prezes Kaczyński jest zaczadzony tą wizją i opowiada takie bzdury, które mają oczerniać Konfederację. Konfederacja nie jest przystawką PiS, ani PO. Będziemy rządzili z tym, kto zrealizuje nasze postulaty. Sam prezes Kaczyński chciał kiedyś stać razem z PO i stworzyć koalicję. Teraz, jeżeli Konfederacja by miała dużą przewagę, sam prezes Kaczyński by wszedł w koalicję z PO, żeby nas nie dopuścić do władzy.
Kto bardziej chciałby w pana ocenie tej koalicji z Konfederacją? Jak wyglądają te konkury? Co wynika z tego ostatniego piwa z Mentzenem Władysława Kosiniaka-Kamysza i Mateusza Morawieckiego?
- Piwo z Mentzenem to luźne formy spotkań z wyborcami i rozmowy z politykami. Dotychczas rozmawialiśmy z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem w Krakowie. W Warszawie wczoraj gościliśmy Mateusza Morawieckiego. Zapewnię, że podczas żadnego ze spotkań nie rozmawialiśmy o potencjalnej koalicji. Mowa o niej dwa lata przed wyborami to abstrakcja. Dwa lata w polityce to odległa galaktyka. Mogą być zupełnie nowe okoliczności, może być nowa partia. Głośno się mówi, że Mateusz Morawiecki będzie ojcem nowej partii. Teraz te ataki prezesa Kaczyńskiego są spowodowane tym, że on jest zapędzony w kozi róg. Stara się nas zmusić do mariażu politycznego z nim. Zachowuje się jak obrażony absztyfikant, do którego panna nie chcę się zbliżyć. Nie będziemy tą panną. Jesteśmy opozycją rozsądną, która będzie w koalicji z tą opcją, która zapewni realizację naszych postulatów.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości mówi, że Sławomir Mentzen chce Polski bez solidaryzmu społecznego, co jest nie tylko niesprawiedliwe, niegodne moralnie, ale też skrajnie niebezpiecznie dla społeczeństwa. Porozumiewajmy teraz o wydatkach na tak zwany socjal, bo też prezydent Karol Nawrocki mówi „nie” wszelkim podatkom. Wcześniej podpisał taką deklarację u Sławomira Mentzena. Czy to dotyczy wszystkich podatków? Czy na przykład podatek od nadmiarowych zysków banków to jest również coś, czego by Konfederacja nie poparła?
- Diabeł tkwi w szczegółach. Jest kwestia szczegółów tej ustawy. Te małe banki pewnie w jakiś sposób sobie z tym poradzą, przerzucą ten ciężar na klientów. Wielkie banki będą miały problem. To kwestia szczegółów. Nie chcę się określać. Poznamy konkrety, założenia i konsekwencje. Wtedy się odniesiemy.
Czyli nie mówi pan wprost „nie” również dla podatku bankowego?
- Nie mówimy wprost „nie”. Musimy się zapoznać ze szczegółami. Wtedy zdecydujemy w tej sprawie.
A podatek cyfrowy, który miałby objąć amerykańskich gigantów technologicznych? Takie podatki są w Austrii, we Włoszech, we Francji, w kilku innych krajach europejskich.
- Właśnie. To druga z takich ustaw, gdzie mamy dylemat. Sam nie mam zdania osobiście na ten temat. Warto opodatkować gigantów, którzy u nas sobie zarabiają krocie. To nie zostanie jednak przeniesione na naszych klientów? Jak poznamy konkrety ustaw, będziemy mieli rekomendację.
W ubiegłym roku tych siedmiu technologicznych gigantów odnotowało wpływy na wysokości biliona ośmiuset miliardów dolarów. Polski budżet, dla porównania, w roku obecnym to wydatki przekraczające 921 miliardów. Jest dość duży potencjał, biorąc pod uwagę to, że te big-techy nie są u nas opodatkowane, w odróżnieniu od kilku innych krajów europejskich. Jest jeszcze oczywiście coś, o czym mówi Donald Trump, strasząc cłami.
- Tak. Mamy tutaj wojnę nieco handlową. Mamy Donalda Trumpa, który czuwa nad big-techami. On dba o interes swojego państwa. Musimy jednak jako państwo patrzeć na interes narodowy naszego kraju, na polską rację stanu. Jak big-techy w Polsce nie odprowadzają podatków, może ich trzeba do tego zmusić? Jak w Polsce zarobkują, powinni coś tu zostawiać. Diabeł tkwi w szczegółach jednak, jak mówiłem. Nie wykluczamy, że to kiedyś poprzemy.