Zapis rozmowy Jacka Bańki z małopolską kurator oświaty, Barbarą Nowak.
Mimo mniejszej liczby nowych, dziennych zakażeń rząd wprowadza narodową kwarantannę. Powrót uczniów do szkół w drugiej połowie stycznia wydaje się pani realny?
- Mam nadzieję, że jest realny. Z moich informacji wynika, że będzie to stopniowe. Może się to zacząć po 17 stycznia. Do 17 stycznia są ferie. Mamy nadzieję, że uczniowie klas 1-3 wrócą do szkół 18 stycznia. To jest zależne od układu sytuacji epidemicznej w Polsce. Mam nadzieję, że po kwarantannie wyhamuje liczba zakażeń i wrócimy do szkoły. To jest nam potrzebne. Nic nie zastąpi kontaktu uczeń-nauczyciel. Rodzice też są umęczeni pomaganiem dzieciom. To wielkie wyzwania i kłopoty. Marzy nam się powrót do normalności. Mam nadzieję, że on szybko nastąpi.
1-3 klasa to jest ta pierwsza grupa, która by miała wrócić do szkół. Kiedy kolejne klasy mogłyby wrócić do stacjonarnej nauki?
- Nie mam pojęcia. To jest uwarunkowane sytuacją epidemiczną w Polsce. To decyzje na najwyższym szczeblu. Ja optuję za tym, żeby jak najszybciej to było. Widzę zachorowalność w Małopolsce. W mniejszych miejscowościach, gdzie większość osób przechorowała Covid, dobry byłby powrót do szkół. To moje postulaty. Ktoś inny jednak podejmuje decyzje. Z mojej strony mogą być wskazania i analizy. Tylko tyle.
Jakie powinny być warunki powrotu nauczycieli do szkół? Najpierw powinno zostać zaszczepieni, przebadani i dopiero wracać do pracy?
- Nie ma szansy zaszczepienia wszystkich i potem pracy. To okres kolejnych dwóch lat. Jest pomysł, żeby wszyscy nauczyciele wracający do pracy po przerwie zostali przebadani. To wielkie wyzwanie. Czy to się uda? Teraz sprawdzanie tej sytuacji trwa. Zobaczymy, czy uda się to przeprowadzić. Wszyscy nauczyciele, którzy wrócą do szkół, jeśli zostaliby przebadani, mieliby pewność, że są zdrowi. To ważne dla nich i dla rodziców.
Wiemy już, jak przebiegać będzie przyszłoroczna matura. Jest ograniczenie wymagań, bez części ustnej, z nieobowiązkowym egzaminem na poziomie rozszerzonym. Obniżenie wymagań na maturze było konieczne?
- Wygląda na to po analizie tej sytuacji… Zawirowania w szkołach, w sensie rytmiczności nauczania, trwają od 2019 roku. Był strajk nauczycieli, uczniowie nie mieli żadnych zajęć w szkołach. Nikt się uczniami nie zajmował. Oni nie mieli lekcji, mieli przerwę w nauczaniu. Potem w 2020 roku od marca nauki stacjonarnej nie ma. Tylko krótka przerwa na stacjonarne nauczanie była we wrześniu. Pytanie ludzi odpowiedzialnych za egzaminowanie uczniów jest takie, czy poradzą sobie z takim samym zakresem materiału. Formy mogły być różne. Jest taka. Ona będzie działać. Nie ma sensu dyskutować. Obniżono wymagania maturalne. Patrzę na dobór lektur. Mnie jest przykro, że jest ich tak mało. To przyzwolenie na to, żeby uczniowie nie czytali. Mamy narodowy program czytania. Dużo zostało wprowadzonych kolejnych obniżeń wymagań po konsultacjach, które zebrały ponad 2500 wniosków wysyłanych przez nauczycieli i uczniów. W efekcie zostaje ułożony taki zakres materiału, który jest do zrealizowania przez wszystkich uczniów zdalnie. Dotyczy to egzaminów po 8 klasie i matur. Jest to problem. Teraz zdajemy sobie sprawę, że uczniowie niestety są mocno poszkodowani w tym, jaką wiedzę otrzymują. Obniżenie wobec nich wymagań nie jest tym, co ich mobilizuje do większej pracy i nauki. Z mojej strony to mankament, ale kto przewidział epidemię i kto wie, jak to powinno wyglądać? To próby.
Teraz najlepsze polskie uczelnie powinny obniżyć wymagania przy rekrutacji? Jest takie oczekiwanie?
- Nie wiem. Prawda jest taka, że jakie będą wyniki matur, takie będą przyjęcia na studia. Nie wyobrażam sobie, żeby uczelnie śrubowały poziom. Mamy mocną korelację między tym, co dzieje się w szkołach i na uczelniach. Od stycznia jest scalone ministerstwo edukacji narodowej i ministerstwo nauki. Jest przepływ informacji. Nie może być sprzeczności.
Wróćmy do nauki zdalnej. Jak pani odbiera wyniki ankiety ZNP? Ponad 80% nauczycieli poświęca na naukę zdalną ponad 40 godzin tygodniowo, ponad 70% pracuje na własnym sprzęcie, ponad 30% nie miało żadnych szkoleń ws. nauki zdalnej. To badania sprzed kilku tygodni.
- Nie znam tych badań. Do nich nie dotarłam. Mam swoje informacje. Nie zbieram ich akcyjnie, ale systematycznie. Mam kontakt z dyrektorami szkół. Od początku pandemii rozmowy na temat zdalnego nauczania, wyposażenia w sprzęt, szkoleń były prowadzone. Z moich informacji wynika, że każdy nauczyciel, który miał problem sprzętowy, otrzymał go. Mamy uruchomiony szereg kanałów dystrybucji sprzętu. Patrząc przez naszą akcję z Urzędem Marszałkowskim dotyczącą wyposażania w sprzęt nauczycieli... Są też prywatne akcje instytucjonalne. Robiło to Kuratorium Oświaty. Mamy informacje, że sprzętu jest wystarczająco dużo. Jak nauczyciel nie miał swojego, mógł wypożyczyć ze szkoły. Tak samo uczniowie. Sytuacja nie polega na sprzęcie i dostępności do szkoleń. Jest ta dostępność. Jest ona w ramach działań w szkole. Dyrektor mógł organizować własne szkolenia, są szkolenia proponowane przez Małopolskie Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Platformy internetowe się w to włączyły.
Wiadomo już, ilu uczniów zniknęło z systemu, nie loguje się od tygodni? Jakiej pomocy oni będą wymagać, gdy wrócą do nauki stacjonarnej?
- Takich uczniów tym razem nie ma. Są metody sprawdzania, czy uczniowie biorą udział w zdalnym nauczaniu. Ci, którzy nie mogą być zdalnie, mają zajęcia stacjonarne w szkołach. Mówienie, że są grupy uczniów, które zniknęły z systemu, jest przesadzone.