Gdyby Neil Armstrong wiedział, że 50 lat później trzeba będzie udowadniać, że naprawdę tam był, pewnie zamiast tego słynnego małego kroku, zrobiłby na Księżycu potrójne salto w tył, albo zostawił tam transparent z napisem "Pozdrowienia dla niedowiarków".
Co z tą flagą? Sceptycy mówią, że materiał rusza się jakby pod kopcem Kościuszki i wiał zachodni wiatr, a przecież na Księżycu nie ma atmosfery. To jest klucz. Wyobraźmy sobie wahadło. Jak je pchniemy na Ziemi, to powietrze stawia opór i w końcu ono stanie. W próżni nie ma co tych drgań wyhamować. Astronauta wbija flagę, szarpie, puszcza i flaga drga przez dłuższą chwilę.
Dlaczego jednak flaga wyglądała na pogniecioną? Inżynierowie wiedzieli, że tam nie ma wiatru, więc żeby flaga nie oklapła smętnie jak mokra ścierka, zamontowali na górze specjalną poprzeczkę. Taki teleskopowy pręt, a materiał został pognieciony w ciasnym schowku lądownika i przez to wygląda, jakby targał nim huragan.
Co z niebem? Na zdjęciach widać czerń, mrok, totalną pustkę. Gdzie są gwiazdy? Tam powinny być miliony światełek, skoro nie ma smogu i chmur. Tutaj wystarczy zrobić prosty test, na przykład wyjść w nocy na środek oświetlanego Rynku Głównego i zrobić telefonem zdjęcie koledze, który stoi pod samą latarnią. Kolega wyjdzie super, ale co będzie za nim? Czarna dziura.
Aparat ustawia się na najjaśniejszy punkt. Astronauci byli w pełnym Słońcu, stali na jasnym, niemal białym pyle księżycowym, który odbija światło jak lustro. Gdyby ustawili parametry tak, żeby złapać słabiutkie światło gwiazd, to astronauci na zdjęciu byliby po prostu dwiema świecącymi białymi plamami. Wyglądaliby jak duchy.
Najbardziej zawzięci mówią, że to wszystko polityka. USA musiało wygrać wyścig zbrojeń, więc oszukali świat. Tutaj dochodzimy do najmocniejszego dowodu. Trwał szczyt Zimnej Wojny. Gdyby Amerykanie sfingowali lądowanie w studiu w Nevadzie, kto pierwszy krzyczałby na cały świat o oszustwie? Związek Radziecki. Rosjanie mieli swoje stacje nasłuchowe, śledzili każdy sygnał radiowy płynący z misji Apollo. Skoro oni uznali ten sukces, to znaczy, że dowody były twarde jak księżycowy regolit.
Właśnie, kamienie, przywieźli ich trochę. Podczas wszystkich misji programu Apollo to prawie 400 kilogramów. Badali je naukowcy z całego świata, także z Polski. Absolutnie nikt nie powiedział - to jest zwykły otoczak wyciągnięty z Wisły pod Wawelem. To są skały, które nie mają w sobie ani kropli wody. Są bombardowane promieniowaniem kosmicznym przez miliardy lat. Nie da się tego podrobić w laboratorium.
Jeśli ktoś nadal nie wierzy, niech szykuje popcorn. Ruszyła misja Artemis. Wracamy na Księżyc. Tym razem zamiast ziarnistych zdjęć będziemy mieli transmisję w 4K. Chociaż, znając życie, sceptycy i tak pewnie zapytają - "gdzie Armstrong zostawił klucze do lądownika?".