Zapis rozmowy Sławomira Wrony z posłem PiS, Arkadiuszem Mularczykiem.
Wczoraj usłyszeliśmy zapowiedź uchwalenia ustawy o obronie obywateli. Rząd chce przeznaczyć na to 3 miliardy złotych. Większe będą doraźne zapomogi przy klęskach żywiołowych. Jest też zapowiedź rozbudowy korpusu sanitarnego. Premier Jarosław Kaczyński tłumaczył, że ustawa powstaje w oparciu o doświadczenia z pandemii, kryzysu na granicy z Białorusią i wojny na Ukrainie. To jest przygotowanie się na wypadek, jakby konflikt na wschodzie rozlał się na Polskę i inne kraje?
- Niczego nie można wykluczyć. Musimy być gotowi. Niedaleko od nas toczy się wojna. Ostatnie miesiące pokazały, że coraz częściej są sytuacje kryzysowe. Może być kryzys na granicy z Białorusią, pandemia, przyjmowanie uchodźców. To różne zagrożenia. Konflikty na świecie toczą się poniżej progu wojny. Musimy być gotowi. Działania kryzysowe muszą być odbarczone z biurokratycznych przeszkód. Wykorzystujemy doświadczenia. Musimy stworzyć procedury efektywne, gdzie decyzje będą szybkie. Pomoc dla mieszkańców musi być bardzo sprawna, bez biurokracji. To ważne założenie. Po drugie tworzymy Fundusz Ochrony Ludności. W budżecie państwa 0,1% PKB, czyli 3 miliardy złotych, będzie przeznaczone na ochronę ludności. Jak wydarzy się klęska żywiołowa, powódź, wichura, wtedy środki trafiają do wojewodów i oni wypłacają mieszkańcom. To szybkie rekompensaty dla podmiotów, które mają straty w wyniku klęsk żywiołowych.
Te działania zapowiadał resort spraw wewnętrznych. W tym tygodniu usłyszeliśmy też o wydatkach na zwiększenie polskiej armii. Minister Błaszczak mówił o serii zakupów i formowaniu dwóch nowych dywizji. To zapowiedź nawet 250 tysięcy nowych żołnierzy. Szykujemy się na coś dużego?
- Tak. W myśl starego powiedzenia: „chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. Musimy być gotowi na różne scenariusze. Rząd podjął szereg działań, żeby zmodernizować nasze siły zbrojne. Jest plan budowy dwóch nowych dywizji. To wielkie wyzwanie. Dywizja to pełne wyposażenie, gotowość do różnych działań. Nie mamy jednak wyjścia. Chcąc zabezpieczyć nasze granice, nie możemy sobie pozwolić na to, co się dzieje na Ukrainie. Tam są zbrodnie wojenne. Musimy być gotowi na obronę każdego metra polskiej granicy. Od granicy z Białorusią mamy tylko 200 kilometrów do Warszawy. Ważne jest wyposażenie, ciężki sprzęt, artyleria, ochrona przeciwrakietowa, czołgi, armaty. To musi być na wyposażeniu wojska, żebyśmy czuli się bezpiecznie.
Ta sytuacja niepokoi, ale to element skomplikowanej europejskie układanki. Do Kijowa wybierają się szefowie trzech państw Europy: Olaf Scholz, Emmanuel Macron i Mario Draghi. Chcą się spotkać z prezydentem Zełeńskim. W tle jest obietnica uzgodnienia szczegółów wstąpienia Ukrainy do UE. Są jednak głosy, że odbędzie się to w zamian za ustępstwa ze strony Ukrainy i dyplomatyczne zamrożenie konfliktu w zamian za ustępstwa jeśli chodzi o terytorium Ukrainy. Jest dziś ryzyko takiego zakończenia konfliktu? Taka ma być misja tych trzech premierów?
- Taka pewnie jest misja tych premierów. Oni nie życzą zwycięstwa Ukrainie. To jasne. Oni wydzwaniają do Putina, chcą, żeby on zachował twarz, nie wysyłają broni. Scholz się skompromitował ostatnio. Mówił w Wilnie, że 3500 żołnierzy niemieckich będzie broniło Wilna, ale jak wrócił do Niemiec, to stwierdził, że oni jednak będą w Niemczech i stamtąd będą bronić Wilna. To kompromitacja. Ta polityka to pośmiewisko Europy. Oni nie chcą, żeby Rosja wojnę przegrała. Chcą z nimi współpracować, chcą wrócić do biznesów, zakupu tanich paliw. Widzimy, że nie możemy liczyć na Niemcy i Francję. Naszym sojusznikiem są: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, kraje bałtyckie, Rumunia, Czechy, Słowacja. W tym obszarze mamy jednolite interesy. Czy prezydent Zełeński zgodzi się na ustępstwa terytorialne? To nierealne. Jakby on się zgodził na odstąpienie od ziem ukraińskim, oddanie Donbasu, Chersonia lub innych miast, to przegra wybory. Nie po to tysiące Ukraińców ginie, żeby Rosja wygrała. Ukraińcy chcą wygrać wojnę. Jeśli misja Scholza i Macrona do tego zmierza, zakończy się porażką.
Wczoraj zapowiedziano urzędową cenę węgla w tym sezonie grzewczym. Każdy będzie mógł kupić do 3 ton węgla w cenie nie większej niż 996 złotych za tonę. Tego węgla wystarczy dla wszystkich? Ponoć płynie do nas 700 tysięcy ton węgla. Eksperci mówią o brakujących 8 milionach ton. Sama zapowiedź urzędowej ceny uspokoi ludzi?
- My próbujemy na wszystkich frontach walczyć z drożyzną. To jeden z elementów. Rząd dopłaci do cen węgla. Odbiorcy będą mogli kupić węgiel za 996 złotych za tonę w ilości do 3 ton. Rząd dał na to 3 miliardy. Są tu pewne warunki. Te firmy, które chcą korzystać z dopłat, muszą być w rejestrze. Muszą być formalności. To próba walki z drożyzną. Czy węgla wystarczy? Zobaczymy. Wiemy, że trzeba było przerwać kontakty z Rosją. Nasze państwo stara się szukać alternatyw zakupu węgla, gazu, ropy. Cały czas mamy przedłużoną tarczę antyinflacyjną. Rząd nie pobiera podatku VAT lub obniża podatki, żeby wesprzeć polskie rodziny. Podejmujemy szereg działań. Gdy takie sytuacje były za rządów PO, Tusk mówił, że nie ma guzika, którym można walczyć z inflacją. My go znaleźliśmy.
Temat, który bulwersuje od kilku dni, to DPS w Jordanowie, prowadzony przez zgromadzenie sióstr Prezentek. Niepełnosprawne dzieci były tam traktowane w sposób skandaliczny. Wiele instytucji zapowiada i prowadzi kontrole. Prokuratura też zapowiada wyciągnięcie konsekwencji. Jak do tego mogło dojść? To nie jest pierwszy taki przypadek. Jak to się dzieje? Nadzór służb państwowych zawodzi?
- Na pewno ta sprawa musi być wyjaśniona. Nie ma przyzwolenia państwa na znęcanie się nad dziećmi. Ten nadzór nad różnymi ośrodkami powinien być większy. W sytuacji zamknięcia podopiecznych może dochodzić do sytuacji bulwersujących. To musi być zbadane. Nadzór powinien być większy. Jest też kwestia przyjmowania odpowiednich osób do takiej pracy. Wymaga to wielkiej empatii.
Kto powinien być rozliczony? Dlaczego nie zauważono wcześniej tej sprawy, przed mediami?
- Trzeba zbadać cały tryb nadzoru. Czy były sygnały? Kto je otrzymał? W systemie często takie sprawy są zamiatane pod dywan. Trzeba z tym walczyć. Dobrze, że sprawa jest nagłośniona. Prokuratura powinna wyjaśnić, kto jest za to odpowiedzialny. Trzeba wierzyć, że prokuratura to rzetelnie wyjaśni i zostaną wyciągnięte wnioski na przyszłość.