Zacznijmy od dyplomacji i wymiany uprzejmości w mediach społecznościowych po wypowiedziach marszałka Włodzimierza Czarzastego o Pokojowej Nagrodzie Nobla dla Donalda Trumpa. Była też reakcja ambasadora USA, który wdał się w dyskusję z internautą i zasugerował wycofanie wojsk amerykańskich z Polski. Ten dialog bardziej niepokoi czy już bawi?
Uważam, że to jest mocno niepokojące. Wszyscy wiemy – cytując słowa naszego premiera – że sojusznicy powinni się szanować. Ten wpis ambasadora Stanów Zjednoczonych, który stwierdził, że premier chyba pomylił adresata wpisu, pokazuje jedno: my jako Polacy powinniśmy uszanować demokratyczny wybór narodu amerykańskiego, który wybrał prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Czy komuś się ten prezydent podoba, czy nie, czy podoba się jego retoryka, czy nawet uroda – powinniśmy to uszanować, tak jak wybory innych demokratycznych państw na świecie. Nie nam je komentować i drwić z przywódców obcych państw, bo to samo mogą robić inni w naszym kierunku i z polityki zrobi się kabaret. A żyjemy w bardzo poważnych czasach.
Dlatego tego typu wpisy polskich polityków, a zwłaszcza drugiej osoby w państwie, traktuję jako działanie – świadome lub nieświadome – na skłócenie nas z Ameryką. A kto na tym skorzysta? Rodowód Włodzimierza Czarzastego jest jasno i wyraźnie znany – SD i wszystkie ślady wschodnie.
Co ma pan na myśli, mówiąc o „śladach wschodnich”?
W ostatnich doniesieniach pojawiły się informacje, że w sferach biznesowych żony Włodzimierza Czarzastego pojawiają się powiązania z osobą pochodzenia rosyjskiego, związaną z bankiem kremlowskim.
Skoro mówimy o szanowaniu demokratycznych wyborów, pojawiają się też spekulacje, że administracja Stanów Zjednoczonych mogłaby być zainteresowana zmianą władzy w Polsce. Czy to nie byłby dyplomatyczny szantaż? Czy w PiS słyszycie o takim zaangażowaniu USA w polską politykę wewnętrzną?
Nie chciałbym zajmować się plotkami, że rząd Stanów Zjednoczonych ingeruje w nasze sprawy wewnętrzne. Uważam, że to podsycanie niepoważnych komentarzy. Traktujmy sprawę bardzo poważnie.
Jedyne wojska, które są dziś w Polsce – w liczbie prawie dziesięciu tysięcy – to wojska amerykańskie. I nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Widzimy, co dzieje się na Ukrainie – to jedyne realne odstraszanie agresji ze wschodu.
Ta sytuacja przywołuje historię z 2003 roku i wizyty George’a W. Busha w Krakowie. Administracja amerykańska nie życzyła sobie obecności prezydenta Jacka Majchrowskiego po jego krytyce wojny w Iraku. Pół żartem, pół serio – czy zna pan dalszy ciąg tej historii?
Nie wracajmy do historii sprzed dwudziestu lat. Te analogie mogą być nieadekwatne.
Ale przyzna pan, że fakt, iż największe mocarstwo świata reaguje na wypowiedzi lidera lewicy w Polsce, pokazuje jego dyplomatyczną „wagę”. Chciałby pan, żeby USA w taki sposób zrywały i nawiązywały relacje także z panem?
Wróćmy do zasadniczego założenia: nie powinniśmy ingerować w demokratyczne wybory obcych państw, zwłaszcza państwa, które jest naszym największym sojusznikiem i gwarantem bezpieczeństwa. Nawet jeśli nie wszystko nam się podoba w polityce innych państw, musimy te wybory uszanować i w tym kontekście traktować całą sprawę.
Jako zakopiańczyk i były wiceminister sportu i turystyki – jak pan ocenia zaprezentowane w Zakopanem założenia ustawy o najmie krótkoterminowym? Opozycja w mieście mówi nawet o likwidacji 80 procent kwater prywatnych.
Nie do końca jestem przekonany, że te wyliczenia są precyzyjne. Chciałbym przypomnieć pewien rys historyczny. Już dwa i pół roku temu, jako wiceminister sportu i turystyki, byłem odpowiedzialny za pierwsze konsultacje dotyczące najmu krótkoterminowego.
Parlament Europejski po prawie dwuletnich pracach przyjął dyrektywę dotyczącą najmu krótkoterminowego, głównie pod wpływem krajów turystycznych, takich jak Hiszpania czy Włochy. Tam najem krótkoterminowy stał się elementem bardzo złego wizerunku turystyki, zwłaszcza w miejscowościach turystycznych i na wyspach, gdzie lokale przeznaczone do normalnego zamieszkania były masowo wynajmowane turystom.
Turystyka jest zjawiskiem pozytywnym i powinna się rozwijać, ale w zgodzie z lokalnymi społecznościami.
I temu mają służyć nowe przepisy?
Tak. Przepisy wymagają stworzenia europejskich rejestrów. Portale takie jak Booking czy Airbnb będą musiały rejestrować lokale, a każdy numer będzie przypisany do konkretnego mieszkania. Samorządy dostaną kompetencje do zawieszania numerów w sytuacji systematycznego łamania przepisów czy konfliktów z lokalnymi społecznościami.
Najem krótkoterminowy będzie się rozwijał i powinien się rozwijać, ale nie może psuć wizerunku turystyki ani prowadzić do konfliktów. Dlatego jestem zwolennikiem wprowadzenia tych przepisów – branża hotelowa i wiele innych obiektów na to czeka.
Kontrowersje budzą też nowe przepisy przeciwpożarowe, szczególnie w obiektach oferujących co najmniej sześć apartamentów. Czy hotelarze i właściciele prywatnych nieruchomości są traktowani tak samo?
Te przepisy są inne, bo w hotelach przebywa pięćdziesiąt czy sto osób, a w jednym lokalu zazwyczaj dwie. Co ważne, przepisy przeciwpożarowe nie wynikają bezpośrednio z dyrektywy unijnej – są domeną przepisów krajowych i mogą być modyfikowane.
Proces legislacyjny w Sejmie jeszcze się nie rozpoczął. Jestem w Komisji Sportu i Turystyki i na pewno ten temat będzie podejmowany, tak aby nie stwarzać sztucznych barier i nie doprowadzić do dramatycznego spadku liczby lokali pod najem krótkoterminowy. Nie ma zamiaru, aby pojedyncze lokale musiały spełniać bardzo wysokie wymogi przeciwpożarowe.
Czyli te przepisy mogą być jeszcze zmieniane?
Tak, będą mogły być dostosowywane do potrzeb poszczególnych branż. Najważniejsze, żeby przepisy o najmie krótkoterminowym weszły w życie, bo to wymóg dyrektywy UE i sposób na stworzenie równych warunków między branżą hotelową a najmem krótkoterminowym. Chodzi też o ograniczenie konfliktów z lokalnymi społecznościami. Te regulacje trzeba uchwalić, ale w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem.
Jak wygląda obecny sezon zimowy w Zakopanem? Jesteśmy w połowie ferii.
Statystyki są w tym roku pozytywne. Zasięgałem opinii w branży hotelowej i wśród stacji narciarskich zrzeszonych w Tatra Super Ski. Sezon jest dobry – frekwencja wzrosła co najmniej o kilkanaście procent w porównaniu z latami ubiegłymi, co przełożyło się na obroty.
Ceny karnetów są takie same jak wcześniej, co docenił polski turysta. Do tego dochodzi dobra pogoda – od świąt Bożego Narodzenia nie było dni, w których stoki nie mogłyby funkcjonować z powodu braku śniegu.
Ruszają zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie. Jak pan ocenia szanse Polaków, także tych z Małopolski?
Życzymy wszystkim naszym olimpijczykom sukcesów. Cortina d’Ampezzo jest dla nas miejscem szczęśliwym – przypomnijmy rok 1956 i medal Franciszka Gąsienicy w kombinacji norweskiej. Mamy dobre tradycje we Włoszech.
Naszymi mocnymi punktami są przede wszystkim łyżwiarstwo szybkie, snowboard – myślę o Aleksandrze Król i Oskarze Kwiatkowskim. Czekają nas też duże zawody Pucharu Świata w Krynicy.
Bardzo ważna jest inauguracja. Kamil Stoch i Natalia Czerwonka poniosą polską flagę – odpowiednio po raz szósty i piąty na igrzyskach. To piękne podkreślenie ich sportowych karier.