Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem PO, Aleksandrem Miszalskim.
Jest zielone światło dla polskiego Krajowego Planu Odbudowy. Jednak nadal procedowana jest ustawa likwidująca Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. Prezydencki projekt wystarczy, żeby odblokować pieniądze, czy oczekiwania wypełnia dopiero ustawa uzupełniona o poprawki senackie? Przewodniczący PO nazywa ten projekt tylko małym kroczkiem.
- Jasne są kamienie milowe Komisji Europejskiej. Wiemy, co proponowała ustawa prezydencka. Ona nie realizowała kamieni milowych. Po poprawkach Senatu można mieć pewność, że kamienie są spełnione. To oczywiste, że ustawa prezydencka sama w sobie była pudrowaniem trupa. Zmieniało się nazewnictwo, ale nie było przywracania niezależności sądownictwa od polityków. To klucz. Nawet te kamienie milowe Komisji nie rozwiązują problemu.
Skąd państwo wiecie, co spełnia wymagania Komisji Europejskiej, a co nie? O to pytają politycy Zjednoczonej Prawicy. To też pytanie o rozmowy prezydenta Warszawy z szefową KE.
- Precyzyjnie jest to napisane. Jak ktoś umie czytać założenia, wie, że ustawa nie spełnia wymogów. Wystarczy się wczytać w tekst.
Szefowa KE wczoraj pytana o to, mówiła, że nie będzie się odnosić do procedowanej ustawy, odniesie się tylko do uchwalonego prawa.
- Ma rację. Nie powinna wchodzić w naszą politykę i dywagować. Podkreśliła jednak wyraźnie, że samo podpisanie KPO i zatwierdzenie planu to nie jest przyznanie środków finansowych. Najważniejsze dla Polaków jest, żeby środki w kwocie kilkudziesięciu miliardów wpłynęły do Polski. To transformacja energetyczna, przedsiębiorcy. Masa grup na to czeka. PiS i minister Ziobro to blokują, żeby wpływać na sędziów, prokuratorów.
Wczoraj w Radiu Kraków poseł Bochenek mówił, że należałoby zbadać, czy politycy opozycji nie wywierali wpływu na KE, żeby ta opóźniała wypłatę pieniędzy.
- To absurd. Nam wszystkim zależy, żeby środki wpłynęły do Polski. Przewodniczący Tusk też działał w tej sprawie. Nie można jednak poświęcić praworządności w Polsce, wymiaru sądownictwa. Nie można rządzącym dać robić z Polski Białorusi, Turcji czy Rosji. Tam takie systemy działają. Wszystko tam jest w rękach polityków. Tak nie działa demokracja zachodnia.
Poseł Bochenek odnosił się do wypowiedzi prezydenta Warszawy.
- Prezydent Trzaskowski opóźniał te środki?
Mówił, że należałoby to zbadać.
- Zbadać należy aferę Pegasusa. To ucichło. Pan Suski mówił, że kilkaset osób było podsłuchiwanych.
Wszystko wskazuje, że poprawki senackie wylądują w koszu...
- Ja się łudzę, że rządzący jak mają sygnał od szefowej KE, mimo prób śmiesznej polemiki, przemyślą sprawę. Inaczej będziemy w pacie. Jak poprawki senackie nie będą uchwalone, wydaje mi się, że Komisja pieniędzy nie wypłaci. Będzie to wina rządzących.
Organizują państwo spotkania „Meet Up. Nowa generacja PO”. Pierwsze spotkanie będzie w Gołkowicach Górnych, Sądecczyzna to trudny teren dla PO. Młodzi zostaną tam przywiezieni, czy to będą lokalni działacze?
- Trudny teren. To pierwsze spotkanie dla młodych. Ono jest adresowane do młodzieży ze świętokrzyskiego, lubelskiego, Podkarpacia i Małopolski. Nie sama Sądecczyzna. Rejestracja trwa. Kolejne osoby się zgłaszają. To wydarzenie adresowane do członków PO i osób, którym bliska jest PO. Zapisują się różni ludzie. Nikogo nie zwieziemy. Jest czas, można przyjechać. Będą szkolenia, warsztaty, spotkanie, pisanie programu PO dla młodych, debaty, kultura, integracja, sport. Wszystkich do 35. roku życia zapraszamy.
Meet Up i Campus Przyszłości to konkurencyjne inicjatywy?
- Nie. Meet Up organizuję między innymi ja. Wczoraj razem z Rafałem Trzaskowskim promowaliśmy Campus. To się uzupełnia. Campus jest szerszy, większy. Rok temu byli tam zwolennicy PiS i Razem. To jest raz w roku, terminy nie kolidują. To się uzupełnia.
Skoro PO stawia na młodych, to w dzisiejszych spekulacjach – pan lub senator Klich na prezydenta Krakowa – wychodzi na pana?
- To nie jest ten case. Czy ja jestem taki młody? Chcemy się otworzyć na ludzi 18-25 lat. 35 lat to górna granica. W sprawie wyborów prezydenckich nie ma co dywagować. Jesteśmy do dyspozycji, obaj się angażujemy, zbieramy ankiety od krakowian. Oni chętnie dzielą się spostrzeżeniami. Akcja będzie trwała cały czas. Będziemy chodzić, zbierać, prezentować wyniki.
Akcja ma dać odpowiedź na pytanie: Aleksander Miszalski czy Bogdan Klich?
- Nie pytamy o takie rzeczy. Pytamy o rzeczy ważne, co się nie podoba, co zmienić. Trzeba czasem zaktualizować dane. Poglądy się zmieniają. Akcja ma wymiar programowy. Chcemy zbudować program z krakowianami. Sprawy osobowe są ważne, ale nie w tym momencie.
Rozumiem, że kluczowe też będą wybory parlamentarne. Jak się zostanie senatorem to potem trudniej startować w wyborach prezydenckich, bo raz jeszcze organizuje się wybory w jednomandatowym okręgu i może być trudniej.
- Oczywiście. To skomplikowane. Zależy to od kalendarza wyborczego. Nie wiemy, jak on na pewno będzie wyglądał.
Ile list wyborczych opozycja powinna wystawić w wyborach parlamentarnych?
- Jestem zwolennikiem jednej. Świadomi wyborcy będą wiedzieli, na kogo oddać głos, żeby wesprzeć kandydata swojej opcji. Wspólna lista daje pewne zwycięstwo.
Poseł Sonik niedawno mówił, że dwie listy. Myślał o alternatywie dla siebie?
- Nie wiem. Dwie listy to też rozwiązanie. Jak partie centrowe nie zdecydują się na wejście na jedną listę, lepsze są dwa bloki niż trzy. Dwa dają przewagę. Przy trzech można pokonać PiS, ale jest to na styku. Liczę, że liderzy partii, które mają obiekcje, na koniec zejdą na właściwe tory. PO jest za tym, żeby był jak najszerszy front.