Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłanką niezrzeszoną, Agnieszką Ścigaj.
Pani poseł nadal niezrzeszona, czy już się zrzeszająca?
Nadal niezrzeszona. Ciągle niezależna i mocno związana ze swoimi wyborcami i regionem.
Pani dawni koledzy z Kukiz’15 rozmawiają z Porozumieniem i z PiS. Pani jest poza tymi rozmowami?
- Bardzo dobrze, że rozmawiają. Trzeba rozmawiać ze wszystkimi. Polska to wspólne dobro. Mimo różnic trzeba rozmawiać. To zły zwyczaj jak ktoś się okopie na stanowisku. Trzeba rozmawiać. Ja też rozmawiam ze wszystkimi. Zawsze rozmawiałam. Przy sprawach Krakowa staram się rozmawiać ze wszystkimi parlamentarzystami. Dzielą nas ugrupowania, ale sprawy regionu są dla nas wspólne. Musimy dbać nie o układanki polityczne, ale o dobro wyborców.
Pani nazwisko pojawia się często w kontekście klubu Polska 2050. Pójdzie pani śladem posła Zimocha?
- Ja się cieszę, że moje nazwisko pojawia się w wielu rozmowach. To znaczy, że jestem postrzegana jako człowiek dialogu i patrzę na sprawy racjonalnie. Na razie jestem niezrzeszona. Nigdy nie mówię nigdy, ale bliżej mi do Koalicji Polskiej. Łączą nas porozumienia z organizacją przedsiębiorców. Wiele trzeba dla nich robić. Z Koalicją Polską dobrze mi się współpracuje. To racjonalne centrum. Nie mam jednak problemu z rozmową z posłankami z klubu Szymona Hołowni. Mamy też wspólne poglądy. Tak samo z posłami PiS, Porozumienia.
Może powstanie jakieś nowe koło sejmowe?
- Chciałabym. Wiem, że w różnych ugrupowaniach są posłowie patrzący na świat racjonalnie, nie przez pryzmat emocji. Chciałabym, żeby dołączyli do mnie tacy posłowie. Oni mogą się postawić swojemu ugrupowaniu. Poseł powinien być niezależny. Powinien dbać o wyborców, dopiero potem o ugrupowanie. Widać w Sejmie ruchy. Niektórym jest ciasno w ugrupowaniach. Niech oni dołączą do mnie. Ta droga nie jest łatwa. System jest taki, żeby posłowi niezależnemu utrudnić życie. To zaplecze techniczne, prawne, krótki czas na mównicy, brak pytań w sprawach bieżących. To trudne, ale nie niemożliwe.
Czyli wykuwa się nowe koło?
- Mam taką nadzieję.
Co po tym jak komisja regulaminowa Sejmu negatywnie zaopiniowała pani łączenie pracy w ośrodku pomocy społecznej z mandatem poselskim?
- Komisja podjęła decyzję na podstawie jednostronnej opinii jednego prawnika. Poprosiłam panią marszałek o zapoznanie się jeszcze raz. Przedstawiłam kontrargumenty. Jest wyrok Sądu Najwyższego z 2019 roku, gdzie wskazuje się, że ośrodek pomocy społecznej nie jest częścią administracji samorządowej. Nie wykluczam możliwości łączenia mandatu. Na logikę przedstawiałam argumenty. Praca w pomocy społecznej jest teraz potrzebna. Nie wyobrażam sobie siedzieć jako parlamentarzysta. Trzeba pracować i pomagać Polsce wyjść z kryzysu. Poprosiłam panią marszałek o zapoznanie się z argumentami.
Czyli dalej pani pracuje w Kluczach w ośrodku pomocy społecznej?
- Tak jest.
Komisja polityki społecznej odrzuciła pani poprawki do projektu nowelizacji ustawy o pomocy społecznej. Chodzi między innymi o rozszerzenie definicji jednostki organizacyjnej, warsztaty terapii zajęciowej i domy samotnej matki. Dlaczego tak istotne były te zmiany ustawy?
- Pan jest na bieżąco. Komisja wczoraj nad tym obradowała. Na tym polityki uprawiać się nie da, ale jak ktoś pracuje w obszarze pomagania ludziom, rozumie to. To merytoryczne poprawki. Błędy były od lat. Mamy paradoksy. Kierownik warsztatów terapii zajęciowej może być kierownikiem 10 lat, ale jak w danej organizacji będzie chciał być przesunięty na stanowisko kierownika noclegowni, to nie może, bo nie ma odpowiedniego stażu pracy. To błędy definicyjne. Od lat apeluję, żeby parlamentarzyści naprawiali prawo. Mam obietnicę po wczorajszej komisji. Komisja stwierdziła, że poprawki są dobre i słuszne, że one być może wrócą w Senacie i rząd się nad tym pochyli. Mam nadzieję, że nie będzie jak zwykle, czyli odkładanie na bok. To pozwoli na powstanie większej ilości rodzinnych DPS-ów. Teraz jest ich tylko 370 w Polsce. To świetna forma opieki nad osobami starszymi, potrzebna, spójna z rządową polityką. Jednak resortowość powoduje, że ludzie pracujący na dole mają takie absurdy. Mam nadzieję, że Senat się nad tym pochyli i podejdzie racjonalnie do sprawy.
Zagłosuje pani za ratyfikacją Europejskiego Funduszu Odbudowy, czy też za uwspólnotowieniem długów? Czy podobnie jak Koalicja Polska pod pewnymi warunkami?
- Jak w wielu sprawach, obywatele także tutaj są stawiani w kleszczach. Wyjścia nie ma. Cała opozycja nie zagłosuje przeciwko. Rządzą nami narracje polityczne, nie fakty. Mam wiele uwag do tego programu. To kwestia wdrażania, brak odpowiednich konsultacji, Małopolska ma też duże problemy ze środkami finansowymi. Miasta niestety zawyżają poziom rozwoju do miejscowości wokół miast. Zgadzam się z wieloma postulatami opozycji, ale wyjścia nie ma. Jeśli parlament tego nie przegłosuje, będziemy krajem, który zablokuje pieniądze na odbudowę, pomoc dla przedsiębiorców, chociaż jej jest i tak za mało. Ludzie ciężkiej pracy – przedsiębiorcy i pracownicy – wyciągną nas z kryzysu. Trzeba spłacać długi. Moje pokolenie spłacało długi po epoce Gierka, teraźniejsze pokolenie spłaci długi obecnego rządu i UE. Będzie im trudniej. Będą musieli pracować na większą grupę emerytów. Ubolewam nad tym.
Czyli zagłosuje pani za ratyfikacją?
- Tak. Wyjścia nie ma. Każda złotówka jest potrzebna. Nie ma co się obrażać.
Co ze szczepionkami AstraZeneki? Kolejne kraje wstrzymują szczepienia, a u nas słyszymy, że jak inni nie chcą, być może powinniśmy brać więcej.
- To straszne. Nie chcę się wypowiadać. Nie znam się. Chciałabym mieć instytucje w państwie i w UE, którym można zaufać. Nie można łączyć interesów. Większość obywateli ma coraz mniejsze zaufanie. Politycy mają się wypowiadać? To bez sensu. Polityk nie jest od leków. Mogę się tylko sugerować. Rozumiem obawy ludzi. Są sprzeczne opinie i brak autorytetu instytucji.
Jest Europejska Agencja Leków, która wczoraj pozytywnie się wypowiedziała o tej szczepionce.
- Tak. Właśnie. Teraz pewnie poszczególne kraje, które się wstrzymały, jeśli uznają autorytet Europejskiej Agencji Leków, powinny wznowić szczepienia.