Zapis rozmowy Jacka Bańki z metropolitą krakowskim, arcybiskupem Markiem Jędraszewskim.
Z opublikowanego niedawno raportu „Kościół w Polsce” wynika, że społeczeństwo polskie jest nadal bardzo religijne, ale zagraża mu tak zwana pełzająca sekularyzacja. Tego sformułowania użył ksiądz profesor Mariański. Gdzie ksiądz arcybiskup dostrzega źródeł tego zjawiska?
- Źródeł jest sporo. Cała sytuacja kulturowa świata zachodniego, lansowanie innych wzorców osobowościowych, małżeństwa, rodziny, ideologia gender. Łamie się dotychczasowy sposób myślenia o człowieku, jego powołaniu i celu. W dużej mierze dotyka nas to, co Benedykt XVI określał „mentalnością zrób to sam”. Pan Bóg nam nie jest potrzebny, sami sobie załatwimy szczęście na ziemi. Zwłaszcza teraz w okresie świątecznym treść życzeń zaczyna się od „zdrowia, bo to najważniejsze”. Tak, to fundament, ale w kategoriach chrześcijańskich najważniejsze jest zbawienie, które przynosi pan Jezus.
Ten sam raport zwraca uwagę także na zjawisko, o którym ksiądz arcybiskup wspomniał. Chodzi o postępującą prywatyzację wiary. Wierzę i praktykuję na własny sposób. To jest odchodzenie od Kościoła?
- Często za tą postawą kryje się stwierdzenie – Chrystus tak, Kościół nie. To sięga czasów reformacji. Wtedy było takie pęknięcie. Kościół przestał być jedyny, podzielił się. To doprowadziło do przerażających wojen religijnych, a potem do Deizmu, przekonania, które mówiło, że jak Chrześcijanie się zwalczają, kościoły się inspiracją do tych walk, więc skończmy z kościołami, zajmijmy się Bogiem. Ta mentalność w nowych odsłonach wraca dzisiaj.
Ale też z drugiej strony w raporcie mamy spadające zaufanie do Kościoła, jako instytucji publicznej. Co do przepracowania ma polski Kościół?
- Na pewno gdy chodzi o rolę jaką odgrywa Kościół, ona jest wieloraka. Trzeba zwracać uwagę na różne elementy. Popatrzmy na pomoc dla biednych. Caritas cieszy się wielkim szacunkiem i poparciem ludzi dalekich od Kościoła. Jest przekonanie, że jak coś się daje na Caritas, trafi to do biednych. Pieniądze nie zostaną przejedzone przez administrację. Pomaga się biednym. Tę wartość trudno przecenić. Wiele trzeba jeszcze pracować nad wizerunkiem księdza i jego bezpośredniością w kontaktach z wiernymi, żeby to była codzienna służba ludziom w wymiarze duchowym. Trzeba im pomagać w trudnych sytuacjach, drodze do odzyskania pana Boga i siebie.
Słyszymy też te deklaracje z ust hierarchów o potrzebie samooczyszczenia się Kościoła.
- W wielkiej tradycji Kościoła jest powiedzenie, że Kościół ciągle się musi reformować. To było przerabiane przez ostatnie wieki. Wielkim procesem samooczyszczenia był Sobór Trydencki. On chciał być rozrachunkiem Kościoła wobec oskarżeń – często słusznych – za to co się działo w okresie odrodzenia. Przychodzi kolejny okres. Kościół musi zrobić rachunek sumienia, oczyścić się i wyjść na nowo z radosną postawą rzeczywistości bożego ludu, który chce głosić w sposób bardzo czysty i z przekonaniem dobrą nowinę, czyli ewangelię o zbawieniu.
Sięgnę po jeden z ostatnich wywiadów księdza arcybiskupa. Ksiądz mówi, że w Polsce brakuje prawdziwego dialogu dotyczącego ojczyzny, zbyt wiele jest agresji i fałszywych narracji. Nie wykorzystaliśmy 100-lecia odzyskania niepodległości, żeby nie tylko dyskutować o historii, ale także o wspólnej przyszłości?
- Sięgając pamięcią do samych obchodów 11 listopada, zdajemy sobie sprawę z wielu podziałów, które są irracjonalne. Zabrakło fundamentalnej refleksji, która powinna dotyczyć wszystkich stron sporu politycznego. Zabrakło poczucia, że to nasza ojczyzna, nasze dobro, odzyskane po wielkich cierpieniach i męczeństwie wielu Polaków. Lekcja tego cudu zmartwychwstania z 1918 roku nie została zrozumiana przez wszystkich. Nie było poczucia, że jesteśmy razem w świętowaniu rocznicy i w poczuciu zjednoczenia w obrębie podstawowych wartości Rzeczpospolitej, czyli rzeczy nas wszystkich. Mieliśmy świętować i dziękować Bogu, że żyjemy w takiej rzeczywistości, która jest bożym darem i wielkim zadaniem, którego nie wolno nam przez prywatę stracić.
To smutna refleksja, skoro nie udało się odbudować tej wspólnoty w 100-lecie odzyskania niepodległości. Co musi się stać, żeby te fałszywe narracje zniknęły i nie było agresji w codziennym życiu?
- Powiedział pan o fałszywych narracjach i rzeczywistości, która staje się częścią integralną wielu wystąpień polityków. Tak być nie może. Budowanie Rzeczypospolitej musi się opierać na fundamencie prawdy obiektywnej, bez oskarżeń bezpodstawnych, które rzucają cień na drugiego człowieka. W wielu przypadkach niewinni ludzie nie są się w stanie wybronić. Cień zostaje. Mówimy o konkretnych osobach, też politykach. To rzuca negatywny cień na całe życie społeczne. To co na górze przechodzi na wojnę na dole. Jedyna rzecz, która może nas ocalić to poczucie, że jesteśmy wielkim narodem, mamy wspaniałą tradycję. Ona przy wszystkich trudach, może być powodem naszej dumy. Dodam jeszcze interesującą rzecz. Niedawno powiedział to arcybiskup Paryża przy okazji dziejących się tam wydarzeń. On mówił, że ta agresja, te protesty, to niszczenie wynika z tego, że ludzie zatracili poczucie, że są dziećmi jednego Boga. Pęd do samorealizacji, indywidualizacji, pęd, który ma wymiar materialny sprawia, że ludzie nie mają dalszej perspektywy. Nie czują się braćmi. To sprawia, że agresja rodzi się coraz większa. Jest spirala nienawiści. Powrót do jedności w wymiarze narodowym. W Polsce większość osób jest ochrzczonych, ludzie przyznają się do wiary. To powrót do podstawowej prawdy, która wynika ze świąt Bożego Narodzenia. Bóg przychodzi do nas, on niesie pokój, wzywa do odnowy serc i jest naszą nadzieją. Jest kruchą istotką wydaną w nasze ręce. Jak się na tym pochylimy z zatroskaniem, poczuciem miłości i odpowiedzialności o przyszłość tej dzieciny w naszym życiu, ocalejemy sami i ocaleje także nasza ojczyzna, ten najważniejszy rdzeń.
Czego powinni sobie życzyć Polacy w wigilię Bożego Narodzenia w roku 2018, kiedy podziały społeczne się umacniają, za moment będziemy rozmawiać o wspólnej Europie?
- Tego, co się wyraża, gdy bierzemy do ręki opłatek. Wigilia jest tego doświadczeniem. Bierzemy do ręki chleb i się nim łamiemy. Otoczeni jesteśmy bliskimi. Chcemy sobie życzyć tego, co dla nas jest najlepsze. To nasz duch, nadzieja, przeżywanie świąt. Wpisuje się w to element zdrowia. Słyszę często „zdrówka, bo to najważniejsze”. Zdrowie jest bardzo ważne, ale najważniejsza jest nadzieja, czyli przekonanie, że życie dobrze przeżyte, prowadzi do domu Ojca. Jeśli jest takie podejście to pękają mury uprzedzeń, nienawiści, kłamstwa. Zaczyna się poczucie budowanego na nowo braterstwa.