Jak tłumaczą właściciele ośrodków szkoleniowych - trzeba podnosić ceny, żeby dostosować się do realiów panujących na rynku.
"Chodzi głównie o wysokie ceny paliwa i wzrost cen polis ubezpieczenia OC" - mówi Radiu Kraków Piotr Leńczowski właściciel szkoły nauki jazdy w Krakowie.
Podwyżki wynikają też z tego, że zmieniła się ustawa o minimalnym wynagrodzeniu. Instruktor musi teraz dostać więcej pieniędzy - komentuje Wojciech Żurawski dziennikarz agencji Reuters. "Trzynaście złotych to minimalna stawka godzinowa. Mimo tego, że większość instruktorów prowadzi własną działalność gospodarczą, to i tak muszą się ze stawek dokładnie rozliczać. Cena paliwa w stosunku do zeszłego roku jest wyższa o 30, 40 groszy i to nie jest ostatnie słowo. Wzrosła też cena wynajmu placów manewrowych, gdzie ćwiczą kursanci" - twierdzi Żurawski.
Do końca roku ceny kursów mogą zdecydowanie przekroczyć półtora tysiąca złotych. "Uważam, że to dobrze bo teraz i tak jest bardzo tanio. Dobry instruktor, dobry kurs, to podstawa bezpieczeństwa na drodze. Musimy tych ludzi więc dobrze wynagradzać" - mówi Marek Dworak dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Krakowie.
I jak dodaje Dworak - jak na razie nie wzrosną ceny za egzamin na prawo jazdy: "To są ceny urzędowe. Nie słyszałem o żadnych podwyżkach".
Piotr Leńczowski zwraca uwagę na to, że ludzie mają coraz większe wymagania od szkół nauki jazdy.
Nie tylko Kraków podnosi ceny. W Nowym Sączu kurs prawa jazdy podrożał o sto złotych, a w Tarnowie aż o dwieście złotych.
Jak przekonują ekonomiści, w Krakowie działa ponad sto szkół nauki jazdy, więc jest szansa, że ceny nie będą rosły drastycznie, bo jest duża konkurencja na rynku.
(Dominika Baraniec/ew)
Obserwuj autorkę na Twitterze: