Kiedy skończyłam 50 lat, tata zapytał mnie, czy czuję, jak czas przyspieszył. Skinęłam głową.
Dorastając poznajemy przedziwną tajemnicę. Czas, który płynie wolno i leniwie, zaczyna biec coraz szybciej. Jak to możliwe, że kiedyś czekanie na wakacje, czy kolejne święta, na spotkania z przyjaciółmi, czy wyjazdy na wycieczki tak się dłużyło? Teraz błyskawicznie zmieniają się dni, miesiące, pory roku. O mijającym czasie nie myślimy codziennie. Zauważamy go, patrząc na stare zdjęcia rodziców, na dzieci, które ze słodkich maluchów zamieniają się w rozkapryszone nastolatki, a później w dorosłych, których trzeba poznawać od nowa. Najszybciej mijający czas widać po naszych psach, które z rozkosznych, puchatych szczeniaków zmianiają się w siwe staruszki. No i wtedy, gdy spotykamy kolegę ze szkoły. Cóż za dziadek - myślimy, zapominając, że nie jesteśmy już tamtą " słodką szesnastką."
O upływie czasu myślimy też co sześć miesięcy podczas zmiany czasu, słysząc w każdych wiadomościach to samo idiotyczne zdanie : " tej nocy śpimy o godzinę krócej / lub dłużej/ ", jakby to była prawda. Akurat tej nocy spałam , zamiast godzinę krócej, godzinę dłużej, ale ja zawsze wszystko robię na przekór.
Dawniej miałam pecha i zawsze, gdy noc była "dłuższa" prowadziłam nocny program, a gdy była " krótsza" miałam poranny dyżur serwisowy.
Co do konieczności zmiany czasu zdania są podzielone. Jeśli rzeczywiście przynosi to takie korzyści finansowe, może wystarczy sezonowa zmiana godzin pracy, bez robienia totalnego bałaganu na dworcach, lotniskach i w wielu innych miejscach.
Ale dzisiejsza zmiana czasu ma jeden plus. To już wiosna. Nieodwołalnie. Jak widać na zdjęciu - zakwitły fiołki.