- Walczę nieco z urzędem. Podobno chcą mnie wyrzucić, ale zobaczymy. Jak pani widzi, to tak zwany nieład artystyczny. Ja wiem, gdzie co jest. Jakby jednak ktoś chciał tu funkcjonować, to by się pogubił. Tu jest wszystko i nic. Mam całą półkę farb i moich wymysłów. Po latach mam sposoby postarzenia metalu, drewna, porcelany. Każdy słoiczek zawiera jakiś preparat. Ktoś przyniósł stary zegar. Ludzie przynoszą takie rzeczy. Babcia zmarła, żal wyrzucić, więc przynoszą do mnie. Zawsze mówię, że zanim coś wyrzucisz, przynieś, zobaczymy i stwierdzimy, czy to ma wartość. Obie strony są zadowolone - mówi Marek Chytroś.
Czy w tym osobliwym miejscu jest ruch? Jak tłumaczy tarnowski "Matejko", w czasie pandemii na ulicy jest mało ludzi. "Ludzie jednak mnie znają. Znają mnie zbieracze z Tarnowa. Z ramienia rady osiedla Starówka są bazary na Burku. Ludzie przynoszą z domu wiele rzeczy na sprzedaż. Tam łapię kontakt, umawiam się. Mam stały punkt. Ludzie przychodzą, zamawiają tutaj" - dodaje.
Jeśli ktoś z państwa ma coś ciekawego w domu, tarnowski "Matejko" pomoże oszacować wartość, a może nawet i sprzedać. Marek Chytroś maluje także na zamówienie.