Tak zdecydowane i publiczne wyjaśnienie tej sytuacji najprawdopodobniej ma związek z sytuacją sprzed kilku miesięcy. Wtedy zatrzymano ówczesnego naczelnika tarnowskiej drogówki, który przekroczył prędkość w terenie zabudowanym o 51 kilometrów na godzinę.
Wtedy sprawa nie została wyjaśniona od razu, a dopiero po tym, jak opisały ją media. Naczelnik tarnowskiej drogówki stracił stanowisko i został ukarany mandatem w wysokości 1,5 tysiąca złotych i 13 punktami karnymi. Postępowanie w tej sprawie prowadziła komenda w Nowym Sączu. Jak jednak wtedy wyraźnie dał do zrozumienia w rozmowie z Radiem Kraków komendant małopolskiej policji Artur Bednarek, tę sprawę powinna wyjaśnić tarnowska policja. Po całej sytuacji stanowisko stracił także komendant tamtejszej jednostki Tomasz Bojanowski, którego zastąpił Bogumił Jedynak.
Tym razem po zatrzymaniu tarnowskiego policjanta, już po trzech dniach w oficjalnym komunikacie napisano, że funkcjonariusz co prawda jechał do interwencji, ale nie była ona związana z bezpośrednim zagrożeniem życia lub zdrowia. Dlatego zdaniem wyjaśniających tę sprawę policjantów z drogówki, nie były to działania w stanie wyższej konieczności, kiedy możliwe jest używanie sygnałów i jazda z nadmierną prędkością.
W komunikacie tarnowskiej policji podkreślono, że "gdy nie zachodzą ustawowe okoliczności wyłączające odpowiedzialność, policjanci są zobowiązani do przestrzegania prawa na takich samych zasadach jak każdy obywatel".