"W toku postępowania mężczyzna poddany został badaniu przez biegłych psychiatrów, którzy w wydanej opinii - a ta nie była kwestionowana - stwierdzili, że w czasie zdarzenia był on niepoczytalny, czyli nie miał zdolności do rozpoznania znaczenia swojego czynu ani pokierowania swoim postępowaniem" - przekazał PAP w czwartek prezes Sądu Okręgowego w Tarnowie Tomasz Kozioł.
Jak wyjaśnił sędzia, w tej sytuacji Dymitro T. nie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej i nie może zostać mu wymierzona kara. "Biegli stwierdzili, że stanowi on zagrożenie dla porządku prawnego. Zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że z uwagi na zaburzenia psychiczne mógłby się w przyszłości dopuścić się podobnych, równie niebezpiecznych czynów. Z tego względu sąd zastosował środek zabezpieczający w postaci umieszczenia go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym" - poinformował sędzia.
Wniosek o umorzenie postępowania karnego wobec T. złożył prokurator, a sąd się do niego przychylił. To postanowienie nie jest nieprawomocne - stronom przysługuje odwołanie do sądu apelacyjnego. Mężczyzna jest tymczasowo aresztowany, a kiedy trafi do zamkniętego zakładu, będzie regularnie badany przez biegłych psychiatrów, którzy z kolei o jego stanie zdrowia informowali będą sąd.
Do rodzinnej tragedii, w trakcie której zginął siedmiolatek, a oboje jego rodzice trafili do szpitala (po przeprowadzonym ataku Dymitro T. wyskoczył z okna), doszło w październiku ub.r. w jednym z mieszkań w bloku w Tarnowie. Kobieta, mężczyzna i chłopczyk to obywatele Ukrainy.
Przeprowadzona została sekcja zwłok dziecka - ustalono, że przyczyną jego zgonu były rany kłute zadane w plecy; z kolei na ciele matki Anastazji T. stwierdzono rany cięte i kłute.
Śledczy ustalili, że 28-letni obecnie mąż kobiety i ojciec chłopczyka od kilku lat przebywał i pracował legalnie w Polsce, gdzie był zatrudniony jako kucharz. W maju ub. r. przyjechała do niego żona z synem. Matka opiekowała się chłopcem, w związku z tym, że miał on problemy z poruszaniem się.
Według przekazanych przez prokuraturę informacji wcześniej nie było sygnałów, że cokolwiek złego dzieje się w tej rodzinie.
Z relacji Anastazji T. wynikało, że w czasie poprzedzającym tragedię zauważyła ona dość dziwne zachowanie męża, a krytycznego dnia, kiedy jeszcze leżała z dzieckiem w łóżku, mężczyzna najpierw przytulił się do nich, po czym zaatakował ich nożem. Kobieta zasłoniła swoim ciałem synka, a następnie wybiegła z mieszkania, wzywając pomocy.
Na odgłos krzyków zareagowali sąsiedzi, wychodząc z mieszkań. Biegnący z nożem mężczyzna, wrócił więc do swojego mieszkania, a następnie wyskoczył z drugiego piętra; doznał złamania kości miednicy. Policja ujęła go na trawniku pod balkonem, a następnie został on przewieziony do szpitala.