Radni z zespołu kontrolnego komisji rewizyjnej przekonują, że zgodnie z umową urząd mógł nie przyjąć kart do głosowania bez wydrukowanego na paczkach wzoru. Zdaniem Piotra Saka być może wtedy udałoby się wychwycić katastrofalny w skutkach błąd. Szefowa Miejskiego Biura Wyborczego, Aleksandra Mizera, przyznała jednak, że pracownik, który odbierał karty do głosowania nie zauważył od razu, że brakuje na nich wzorów.
Mizera broniąc urzędnika wyjaśniała, że w tym dniu odebrał 14 ton dokumentów i „mogło to spowodować, że gdzieś umknęła informacja wynikająca z umowy, że pracownik powinien wyegzekwować przynajmniej komplet takich kart, które byłyby wzornikiem do sprawdzenia jeżeli chodzi o zawartość pakietów”. Zdaniem szefowej biura wyborczego, kiedy zorientowano się, że brakuje wzorów, było już za późno na interwencję.
Do tej pory magistrat spychał winę za niewyłapanie braku nazwiska jednego z kandydatów na kartach do głosowania, na okręgową komisję wyborczą. Urząd przekonywał, że urzędnicy, którzy rozwozili kart mieli ze sobą wzory po to, żeby komisje po rozpieczentowaniu kart mogły sprawdzić ich zgodność.
Jednak podczas komisji rewizyjnej radny Jacek Łabno zwrócił uwagę na informację, że w przynajmniej dwóch komisjach obwodowych tak się nie stało. Mizera obiecała to sprawdzić, ale podkreślała, że obowiązkiem obwodowych komisji wyborczych było także sprawdzenie kart z obwieszczeniem miejskiej komisji wyborczej wywieszonym z lokalach wyborczych.
Szef zespołu kontrolnego, radny i prawnik Piotr Sak zwrócił też uwagę, że magistrat nie dochował „najwyższej staranności” przy sprawdzeniu ostatecznych wersji kart do głosowania podczas korespondencji mailowej z drukarnią, jedynie w zakresie wielkości czcionki.