"Niestety mimo naszych starań nie udało się nam ustalić, kto w taki sposób bestialski sposób potraktował zwierzęta. W takich sytuacjach zwykle nigdy nie ma świadków, mimo że to dość mocno uczęszczona tarnowska ulica" - wyjaśnia Adrian Starzyk, szef tarnowskego Azylu, do którego trafiły niechciane koty.
Dodajmy, że kociaki po przejściu obowiązkowej kwarantanny, która potrwa około miesiąca, będą przeznaczone do adopcji. A pracownicy tarnowskiego Azylu zachęcają osoby, które nie mają ochoty zajmować się swoimi zwierzętami, o kontakt z tą właśnie jednostką. Anonimowa rozmowa pozwoli wybrać najlepsze rozwiązanie dla zwierzęcia.
(Marcin Golec/ew)