Strażak w skafandrze wypornościowym wszedł na zamarznięty zbiornik retencyjny i znalazł fragment cieńszej pokrywy lodu, w którym zanurzył się w lodowatej wodzie.
- Wymagało to od niego nieco zaangażowania. Musiał się postarać po to, żeby to pokazać, ale w codziennej sytuacji może tak być, że będziecie sobie chodzić, będzie fajnie, a w pewnym momencie się pod wami zapadnie. Więc nie ma czegoś takiego jak bezpieczny lód - mówi oficer prasowy komendy państwowej straży pożarnej w Tarnowie młodszy kapitan Dominik Ryba. "Każdemu się wydawało, że lód jest wszędzie gruby, bezpieczny, ale znalazło się takie miejsce, gdzie już strażak wpadł. Na pewno bym niech wchodził od razu na lód, nie wbiegłbym za nim. Zadzwoniłbym po służby. Można podać np. patyk lub jakąś rzecz, którą może złapać i wyciągnąć go możemy przez to z lodu" - dodawali uczniowie szkół w Skrzyszowie i Ładnej koło Tarnowa, którzy brali udział w pokazanie ratownictwa lodowego.
W styczniu dwoje ludzi wpadło do Dunajca w Ostrowie koło Tarnowa. Weszli na zamarzniętą rzekę za psem i lód się pod nimi załamał. Na szczęście wołanie o pomoc usłyszał przechodzący tamtędy strażak ochotnik. Szybko do pomocy dotarli także strażacy ochotnicy z Gosławic i Wierzchosławic z profesjonalnym sprzętem do ratownictwa lodowego.