Aby skorzystać z torby medycznej - wyposażonej w sprzęt do ratowania życia - trzeba przejść szkolenie ratownicze. Tylko po takim szkoleniu bezpiecznie można udzielać pomocy. Szkolenia nie mają jednak wszyscy ochotnicy, problem jest szczególnie w tych mniejszych jednostkach, gdzie po prostu brakuje na takie kursy pieniędzy. Koszt to ok. tysiąc złotych.
Jak niebezpieczne to może być, przekonali się ochotnicy z okolic Radłowa. Kiedy podczas gminnych dożynek narowisty koń wjechał w ogrodzenie i ranny został woźnica, strażacy nie mogli wykorzystać torby, by mu pomóc.
- Dobrze, że była tam pani doktor, która wykorzystała strażacki sprzęt - mówi Zbigniew Mączka, burmistrz Radłowa. Oczywiście nie jest tak, że strażacy nie mają żadnej wiedzy na temat sprzętu medycznego i pomocy medycznej, jednak dzisiaj aby bezpiecznie udzielać, pomocy ta wiedza nie może kończyć się na podstawowym szkoleniu, jakie przechodzą ochotnicy. Wprzypadku braku przeszkolenia mogłby się bowiem pojawić nawet roszczenia finansowe.
Problemem dla ochotników jest oczywiście wysupłanie środków na kursy, bo te kosztują. - Staramy się co jakiś czas wyprosić takie pieniądze od samorządów i szkolić strażaków - przyznaje Józef Foszcz z OSP Luszowice k. Tarnowa. - Chcemy teraz na takie szkolenie wysłać kierowców, bo oni zawsze jadą do wypadku.
Na 129 jednostek OSP, które są w regionie tarnowskim, ponad 30 jest w krajowym systemie ratowniczym, a więc tam strażacy muszą być przedszkoleni. W tych mniejszych jednostkach rzeczywiście może być problem, ale sukcesywnie staramy się, aby go nie było, bo szkolenie to podstawa przy działaniach ratowniczych - przyznaje Andrzej Jarocha z powiatowego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych w Tarnowie.
Jednostki w Radłowie, gdzie brak szkoleń jest największą bolączką, już jesienią mają brać udział w pierwszych kursach.
Agnieszka Wrońska/jgk