Krakowscy śledczy będą sprawdzali, czy nie doszło do błędu podczas diagnozowania pacjenta. "Jeżeli nastąpił błąd medyczny, to stało się to na etapie wystawiania diagnozy. Skoro uznano, że hospitalizacja nie jest konieczna, a jednak pacjent parę minut po opuszczeniu szpitala stracił przytomność i pomimo zabiegów nie udało się go uratować to znaczy, że najpewniej nastąpił błąd diagnostyczny. Będziemy badać, czy ten błąd był zawiniony i czy przyczyna, która w efekcie doprowadziła do zatrzymania krążenia u pacjenta, była do uchwycenia przez lekarzy dysponujących określonymi narzędziami diagnostycznymi" - wyjaśniał rzecznik prokuratury regionalnej w Krakowie Włodzimierz Krzywicki.
Tarnów: 37-latek zmarł na zawał zaraz po wizycie w szpitalu. Sprawę bada prokuratura
Dyrektor szpitala im. Szczeklika przekonuje, że kontrola nocnej i świątecznej opieki przeprowadzona przez Narodowy Fundusz Zdrowia po tym zdarzeniu nie wykazała błędów. Lecznica czeka też na pisemne wnioski po kontroli zleconej przez Ministerstwo Zdrowia, a przeprowadzoną m.in. m.in. przez konsultanta wojewódzkiego do spraw chorób wewnętrznych. Ale jak podkreśla Marcin Kuta pierwsze wnioski z tej kontroli też są pozytywne dla szpitala.
"Nie chodziło jedynie o to żeby sprawdzić prawidłowość postępowania w tym konkretnym zdarzeniu. Ale również żeby przewidzieć ewentualne problemy gdyby coś funkcjonowało nie tak. Tego nie stwierdzno. To co w tej chwili dzieje się w szpitalu w obszarze nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej jest dobrze zorganizowane".
Marcin Kuta dziwi się też, że prokuratura regionalna w Krakowie, która przejęła to śledztwo feruje wyrok. Jego zdaniem, opinia rzecznika o tym, że "najpewniej doszło do błędu w diagnostyce" jest przedwczesna i zdecyduje o tym sąd.
(Bartek Maziarz/ew)