Dzięki tarnowskiej spalarni odpadów, których nie da się posegregować, miasto oszczędzi na wywozie tych śmieci poza region. Podczas spalania odpadów będzie powstawało około 30 procent zapotrzebowania tarnowian na ciepło. Jednocześnie o 1/3 uda się zmniejszyć zużycie węgla.
- Dzisiaj to paliwo jest. Myślę, że nie jesteśmy w stanie wdrożyć takiego systemu, żeby tego paliwa nie było. Ono jest spalane w całej Europie, na całym świecie i można powiedzieć, że ilość odpadów rośnie cały czas, mimo że wydaje nam się, że coraz mniej tych odpadów tworzymy. Dzisiaj odpady, które są w procesie recyklingu spółki miejskiej, są oddawane podmiotom zewnętrznym i spółka ponosi za to wysokie koszty - podkreśla prezes MPECU Tadeusz Sieńczak.
Wykonawca - polsko-włoska firma - będzie miał 3 lata na zaprojektowanie i wybudowanie tarnowskiej spalarni odpadów obok elektrociepłowni na Piaskówce. Prezes tarnowskiego MPEC zapowiada w rozmowie z Radiem Kraków, że miejska spółka zorganizuje jeszcze spotkania z mieszkańcami, którym wcześniej pokazywała m.in. funkcjonowanie spalarni śmieci w centrum Wiednia.
- Chcemy zastosować najlepszą dostępną technologię, aby spełnić wszelkie wymogi, czy nawet je przewyższyć w zakresie bezpieczeństwa i ochrony środowiska. Wszystko po to, żeby ta instalacja nie była uciążliwa dla mieszkańców Tarnowa. Planujemy, żeby dojeżdżało do nich 7 samochodów z odpadami dziennie w stosunku to kilkunastu tysięcy przejeżdżających ulicą Spokojną - wyjaśnia prezes tarnowskiego MPECU Tadeusz Sieńczak.
Co istotne, powstanie spalarni odpadów pozwoli miejskiej spółce spełnić część coraz bardziej restrykcyjnych wymogów dotyczących produkcji tzw. zielonej energii. Jeśliby taka inwestycja nie powstała, MPEC musiałby realizować inne przedsięwzięcia i płacić wyższe opłaty np. za spalanie węgla.
Pieniądze przeznaczone na budowę tarnowskiej spalani odpadów to dotacja oraz pożyczka z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie.
Budowę tarnowskiej spalarni odpadów od wielu lat próbowało blokować Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Oświęcimiu, które nawet doprowadziło do uchylenia decyzji środowiskowej. MPEC musiał ją zdobyć ponownie, co się udało. Organizacja co prawda doprowadziła przed sądem do uchylenia tzw. decyzji lokalizacyjnej, ale w spółce podkreślają, że ważniejsza jest prawomocna decyzja środowiskowa. Na uzyskanie samego pozwolenia na budowę jest czas, bo projektowanie potrwa co najmniej rok.