Po nieco dłuższej przerwie spowodowanej odwołanym meczem z zespołem Chemika Police siatkarki Proximy Kraków wróciły na ligowe parkiety. W sobotę czekał je wyjazd do Węgrowa na starcie z tamtejszym zespołem Nike. Spotkanie to było wyjątkowe z kilku powodów - jednym z nich był debiut na trenerskiej ławce Proximy włoskiego szkoleniowca Alessandro Chiappiniego, znanego z pracy w wielu polskich i zagranicznych drużynach.
Mecz rozpoczął się dla Proximy nadspodziewanie kiepsko. Zacięty pierwszy set przyniósł zwycięstwo Nike. Mniej zacięty był natomiast drugi set. W nim Nike wygrała 25:17 i wydawało się, że jest na najlepszej drodze do gładkiego zwycięstwa w całym meczu. Kolejne sety były już jednak w wykonaniu Proximy dużo lepsze. Krakowskie siatkarki w trzecim secie wygrały do 21 i złapały z rywalkami kontakt. Jeszcze lepiej Proximie wyszedł set numer cztery. W nim przyjezdne wygrały 25:16, choć na początku przegrywały, a o wszystkim miał zadecydować tie-break.
W tym momencie kibice Proximy bardoz chcieli wierzyć w prawdziwość znanego siatkarskiego powiedzenia, wedle którego gdy nie wygrywa się 3:0, przegrywa się 2:3. W decydującej zawodniczki z początku szły łeb w łeb, ale na półmetku dystans zwiększył się na korzyść Nike - było 8:4 dla miejscowych. Siatkarki z Węgrowa tej przewagi nie wypuściły i ostatecznie wygrały z Proximą 15:9.
Powrót na własną halę czeka Proximę w najbliższą sobotę. W pierwszej grudniowej kolejce krakowianki zagrają u siebie z SMS PZPS Szczyrk.
AD