Po pierwszym przejeździe niedzielnej rywalizacji w kategorii niewidomi i niedowidzący na trasie w Cortinie d'Ampezzo biało-czerwoni plasowali się na pierwszym miejscu, mając 0,57 s przewagi nad późniejszymi triumfatorami, Włochami Giacomo Bertagnollim i przewodnikiem Andreą Ravellim. W drugim także pojechali świetnie, złoty medal przegrali tylko o 0,84 s. Trzecie miejsce i brązowy medal wywalczyli Kanadyjczycy Kalle Ericsson i Sierra Smith, którzy byli wolniejsi o 1,60 s.
Podobnie jak w przypadku Polaków, jest to drugi medal Włochów, w slalomie gigancie zdobyli bowiem srebro.
Gołaś i Walas od kilku lat zaliczają się do czołówki międzynarodowego paranarciarstwa alpejskiego. W Cortinie d'Ampezzo zajęli także piąte miejsce w alpejskiej superkombinacji. Michał ma 21 lat, a Kacper – 22. Obaj są debiutantami w igrzyskach. Wszystko wypracowali samodzielnie. Nie ma bowiem podręcznika dla przewodników osób z niepełnosprawnością wzroku.
Reprezentacja Polski czekała osiem lat na medal w zimowych igrzyskach paralimpijskich. W 2018 roku w Pjongczangu również brąz wywalczył ścigający się na monoski alpejczyk Igor Sikorski w slalomie gigancie. Teraz dwukrotnie na listę medalistów wpisał się w narciarstwie alpejskim Gołaś.
Prezes Polskiego Komitetu Paralimpijskiego: Nowy rozdział w historii narciarstwa alpejskiego paralimpijskiego w Polsce
W rozmowie z Marcinem Ryszką z Radia Kraków Prezes Polskiego Komitetu Paralimpijskiego Łukasz Szeliga opowiada o kulisach tego osiągnięcia, potężnej presji, perfekcyjnej współpracy duetu na stoku oraz o tym, dlaczego te medale mogą stać się kołem zamachowym dla całego sportu osób z niepełnosprawnościami w Polsce.
Panie prezesie, na początek ogromne gratulacje, wielki sukces Michała Gołasia i Kacpra Walasa. Brązowy medal przedwczoraj, dzisiaj rozmawiamy kilka minut po tym, kiedy Michał zdobył srebro. Widzę w wywiadach, których udziela Michał, że bardzo pragnął tego złota.
- Ja powiem tak: dziękuję za gratulacje, ale one należą się przede wszystkim chłopakom, jak i ich trenerowi Michałowi Kusakowi i całemu sztabowi, który z nimi współpracował, bo dzisiaj na ten sukces pracowało wiele osób. To, że przegrali o 27 setnych to złoto, to dla mnie oznacza tyle, że będą mieli większą motywację na start za cztery lata, bo będą mieli brakujący złoty medal w swoim komplecie, które w przyszłości na pewno będą jeszcze wielokrotnie zdobywać. Udźwignęli potężną presję, jako debiutanci poradzili sobie z tym wszystkim jak starzy wyjadacze narciarstwa alpejskiego. To nie jest proste, żeby będąc po pierwszym przejeździe na pierwszym miejscu, pojechać bardzo dobry drugi przejazd, zresztą cała ta trójka z podium pojechała fantastycznie. No i cóż, dla mnie te dwa medale to olbrzymi sukces, to nowy rozdział w historii narciarstwa alpejskiego paralimpijskiego w Polsce. To fantastyczne, że mimo to, że nie jesteśmy alpejskim krajem, sięgamy dwukrotnie po medal, wracamy na podium Zimowych Igrzysk Paralimpijskich po ośmioletniej przerwie, więc ten sukces też smakuje dzięki temu bardzo. A co mnie oczywiście, jako byłego alpejczyka i trenera narciarstwa alpejskiego, no cieszy jeszcze bardziej.
To będzie takie, można powiedzieć, koło zamachowe, taki pretekst do tego, żeby szukać, żeby popularyzować ten sport narciarski wśród osób z niepełnosprawnościami? Bo tutaj też przypomnijmy, że Michał jest osobą niedowidzącą, jeździ ze swoim przewodnikiem. Na mnie, jako osobie niewidomej, robi to ogromne wrażenie, ogromna odwaga, ogromny szacunek.
- To jest wszystko razem połączone. To jest wiele lat treningów. Michał jeździ praktycznie od dziecka, zresztą tak samo jak jego przewodnik. To jest team, który musi współpracować, rozumieć się niemal bez słów na stoku, to tysiące przejechanych bramek. To po prostu nie bierze się znikąd i to, że oni są w takiej dyspozycji, to też oczywiście zasługa całego sztabu trenerskiego, ale głównie Michała Kusaka, który też jest byłym olimpijczykiem, świetnym zjazdowcem, który rozumie ten sport doskonale. To wszystko razem daje dzisiaj nam wielką radość. Mam nadzieję, że to coś pomoże w tym, o czym mówiłeś, żeby zachęcać innych do uprawiania narciarstwa alpejskiego. To piękny sport, bardzo wymagający, ale no takie sukcesy jak ten przedwczoraj i dzisiejszy ze slalomu rekompensują te wszystkie poniesione koszty i cały wysiłek, który został w to włożony. A łatwiej jest tworzyć jakiś team narodowy w oparciu o zawodników, którzy wyznaczają te najwyższe światowe standardy, bo medaliści igrzysk paralimpijskich na pewno do nich się zaliczają.
Jesteśmy w radiu, zamykamy oczy... Jak to jest możliwe, że osoba niewidoma czy osoba niedowidząca może zjeżdżać i rozwijać takie prędkości, bo przecież to były praktycznie prędkości jak u osób pełnosprawnych na stoku?
- Wyobraźcie sobie państwo, że zamykamy oczy, mamy przed sobą przewodnika... W tej grupie z zaklejonymi goglami wprawdzie nie jeździ Michał, ale ten przewodnik daje mu poczucie bezpieczeństwa. To jest umiejętność współpracy, dzięki której przewodnik potrafi prowadzić bezpiecznie swojego zawodnika, a to jest też, wydaje mi się, tak ekstremalny przykład tego, co mogą robić osoby, które nie widzą. Oczywiście mamy tu szereg innych niepełnosprawności, ale jeśli się koncentrujemy na naszej nowej gwieździe sportów zimowych Michale Gołasiu i Kacprze Walasie, który jest jego przewodnikiem, no to jest dowód na to, o czym mówi to motto Komitetu Międzynarodowego Paralimpijskiego, że "niemożliwe nie istnieje". I to jest właśnie absolutnie namacalny przykład, który mogliśmy wspólnie obserwować i z czego się szalenie cieszę.
Dwa medale brałby pan w ciemno przed startem igrzysk?
- Oczywiście. Ja bym nawet zadowolił się jednym medalem, bo trzeba wziąć pod uwagę, że ten poziom sportowy jest bardzo wyrównany i może się wszystko zdarzyć. Tu można wygrać, przegrać w narciarstwie alpejskim, to wszystko dzieje się w ułamkach sekund. Tempo przejazdu w slalomie to jest mniej niż jedna sekunda na pokonanie dystansu jednej bramki, które są rozstawione do 13 metrów, bo takie są wytyczne FIS. Warto pamiętać o tym, że te wszystkie wytyczne, które dotyczą i przewyższeń, i liczby bramek, i sprzętu typu promień skrętu narty, długość narty, to wszystko w sporcie paralimpijskim jest identyczne. Mało mamy w Polsce takich tras, które mogłyby oddawać to, jak trudne są to trasy w Pucharze Świata czy ta, na której były rozgrywane dzisiejsze zawody, trasa Tofane w Cortinie d'Ampezzo.
Zachęcamy wszystkich do aktywności. Niech te dwa medale Michała z jego przewodnikiem Kacprem pokażą, że niemożliwe nie istnieje.
- Tak, zachęcamy bardzo gorąco do tego, żeby uprawiać jakikolwiek sport, a oczywiście dzisiaj mamy święto sportów zimowych. Na pewno ktoś, kto zetknął się z narciarstwem alpejskim, niezależnie od tego, jaką ma niepełnosprawność, potem po takiej przygodzie o wiele łatwiej jest poruszać się na co dzień w tym świecie zwykłych, codziennych aktywności. Ruszajmy się, jedzmy z głową i bądźmy w ruchu, bo to są dwa czynniki, które mogą poprawić jakość życia, a te statystyki dotyczące osób z niepełnosprawnościami w Polsce są dramatyczne, bo jest około 1% osób, które w ogóle oddają się jakiejś aktywności. Więc zmieniajmy tę rzeczywistość, bo warto, co mieliśmy okazję dzisiaj zaobserwować w Cortinie.