Doniesienia medialne dotyczące Wisły Kraków wiązały się w poniedziałek głównie ze stroną odbiegającą nieco od aspektu stricte sportowego. Więcej niż o meczu drużyny Dariusza Wdowczyka z Koroną Kielce mówiło się o bliskim przejęciu sekcji piłkarskiej przez Towarzystwo Sportowe i ratowaniu ekstraklasowej Wisły. Podczas konferencji prasowej Piotr Dunin-Suligostowski zapowiedział, że jeśli wszystok pójdzie zgodnie z planem o godzinie 16 wszystkie formalności zostaną dopełnione, a drużyna dowie się o tym fakcie jako pierwsza, jeszcze przed meczem z Koroną. Czy tak się stało - tego nie wiemy. Wiemy za to, że w szóstym ligowym meczu Wisła zaliczyła piątą porażkę.
Do wyjściowego składu Wisły wrócił dziś Richard Guzmics, od pierwszej minuty po raz trzeci w tym sezonie ligowy mecz rozpoczął Alan Uryga, natomiast Boban Jović, który w ostatnich tygodniach zmagał się z urazem, po raz pierwszy znalazł się w poniedziałek w meczowej 18-stce. Dosyć szybko Słoweniec pojawił się również na boisku. Na siedem minut przed końcem pierwszej połowy z kontuzją plac gry opuścił Jakub Bartosz, a właśnie Jovicia trener Wdowczyk posłał do boju na prawą stronę obrony. Oprócz tej zmiany pierwsza połowa nie przyniosła szczególnie interesujących i godnych wspominania wydarzeń. W 18. minucie po podaniu Cebuli Jacek Kiełb przegrał pojedynek oko w oko z Miśkiewiczem - nawet gdyby jednak go wygrał gol nie zostałby uznany, bowiem sędzia liniowy momentalnie uniósł w górę chorągiewkę.
Wiślacy obudzili się dopiero w końcówce pierwszej połowy. Groźnie było po rzucie rożnym na krótko po wejściu na boisko Jovicia, a w 48. minucie, już po przerwie, szczęścia szukał Głowacki. Uderzenie kapitana Wisły głową było całkiem niezłe, ale świetną paradą popisał się Gostomski, który na dobre zakotwiczył w wyjściowej jedenastce Korony kosztem Peskovicia. Dziesięć minut później mocno uderzył z kolei Patryk Małecki, jednak piłka od początku zmierzała prosto w rękawice Gostomskiego. Piłka znalazła wreszcie drogę do bramki w 60. minucie po kombinacyjnym rozegraniu przez Koronę rzutu wolnego i strzale Palanki. Gol ten nie został jednak uznany, bo sędzia prawdopodobnie dopatrzył się faulu na Arkadiuszu Głowackim. Dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Kiełb płaskim strzałem pomylił się minimalnie. W kolejnych minutach zagrożeń ani pod jedną, ani pod drugą bramką nie było. Wiślacy próbowali wyszarpać komplet punktów do samego końca, ale ich ataki kończyły się przedwcześnie, jeszcze przed polem karnym gospodarzy.
W taki sposób akcja zakończyła się również w 90+3. minucie, gdy wydawało się, że podopieczni Dariusza Wdowczyka punkt mają już w garści. Są jednak w życiu każde drużyny etapy tak złe, w których przegrywa się nawet takie mecze, których przegrać się praktycznie nie da. Po stracie na połowie rywali Korona wyprowadziła błyskawiczną trójkową kontrę, piłka trafiła do Jacka Kiełba, a ten pokonał Michała Miśkiewicza i sprawił, że niemożliwe stało się możliwe.
Wisła Kraków w poniedziałek w Kielcach przegrała piąty ligowy mecz z rzędu. W tabeli Biała Gwiazda niżej być już nie może, a najbliższe dni dla drużyny Dariusza Wdowczyka i klubu z Reymonta zapowiadają się trudno, ale i pracowicie. Już w piątek kolejny ligowy mecz i szansa na punkty - do Krakowa przyjedzie Śląsk Wrocław.
Korona Kielce - Wisła Kraków 1:0 (0:0)
Kiełb 90+3'
Korona: Gostomski – Gabovs, Dejmek, Diaw, Kallaste – Grzelak, Możdżeń – Kiełb, Cebula (57. Palanca), Pyłypczuk (72. Marković) – Sekulski (79. Zając).
Wisła: Miśkiewicz – Bartosz (38. Jović), Głowacki, Guzmics, Sadlok – Boguski, Mączyński, Uryga, Małecki – Zachara, Ondrášek (86. Brlek).
Adam Delimat