Wiadomość brzmi sensacyjnie, ale jest prawdziwa. Tadeusz Błażusiak w wieku 33 lat postanowił zakończyć karierę. Ośmiokrotny mistrz Polski w trialu, mistrz Europy w tej dyscyplinie z 2004 roku, człowiek, który zdominował halowe enduro sięgając po sześć tytułów mistrza świata FIM, pięć razy wygrywając amerykańską serię AMA Endurocross Championship i wygrywał zawody po obu stronach Atlantyku mówi "pas".
"To koniec mojej zawodowej jazdy w hard enduro. To nie rock'n’roll – nie da się utrzymywać na szczycie przez 50 lat, jak Rolling Stonesi. Naprawdę podchodzę do tego na spokojnie. Powiem więcej, czuję nawet pewną radość w związku z tą decyzją. Myśl o końcu kariery zaczęła się pojawiać coraz częściej i wiedziałem, że ten moment nadchodzi. W końcu stało się po prostu jasne, że to już. I tyle" - powiedział Błażusiak w wywiadzie.
- W sporcie osiągnąłem wszystko, czego chciałem. Nie zostawiam żadnego celu niezrealizowanego. To jest gigantyczny komfort wewnętrzny i na pewno dzięki temu łatwiej było mi podjąć decyzję. Każdy sportowiec chce wygrywać. Jak najwięcej i jak najczęściej. Ale nawet najbardziej ambitny zawodnik, jeśli ma trochę zdrowego rozsądku, nie postawi sobie za cel, że na przykład wygra wszystkie wyścigi przez 20 lat, że zdobędzie 50 złotych medali itp. Trzeba być realistą. Ja osiągnąłem nawet więcej niż sobie na początku kariery wymarzyłem. Nie sądziłem, że to się potoczy aż tak bajkowo, naprawdę… Jestem szczęściarzem. Szczęśliwym człowiekiem, który zaczyna pisać nowy rozdział w życiu - mówił sportowiec, który pierwsze kroki (i pierwsze skoki na motorze) wykonywał w rodzinnym Nowym Targu.
Błażusiak planuje pożegnać się z kibicami podczas krakowskiej rundy mistrzostw świata w SuperEnduro. 10 grudnia Taddy wystartuje w Tauron Arenie, ale zapowiedział, że nie pojawi się w kolejnych rundach cyklu. Dla kibiców będzie więc to specjalna okazja do fetowania "Teddy'ego".
PAP,GB /RK