W finałowej serii wystąpiło pięciu Polaków, z których tylko Stoch poprawił swoją pozycję. Dwukrotny mistrz olimpijski po pierwszej serii zajmował dziewiąte miejsce.
Stoch uzyskał 123,5 i 132,5 m. Zaledwie o 0,3 pkt wyprzedził piątego po pierwszej serii Kota, który skoczył 130 i 132,5 m. Obaj w finałowej serii rywalizowali w świetnych warunkach. Zwłaszcza Kot, któremu odjęto 14,8 pkt - najwięcej spośród wszystkich zawodników - za wiatr wiejący prawie 1,5 m/s.
W drugiej dziesiątce uplasowali się szesnasty Piotr Żyła - 121,5 i 131 m oraz dziewiętnasty Dawid Kubacki - 121,5 i 126,5 m, który w drugiej serii miał prawie tak korzystny wiatr jak Kot (odjęte 14,5 pkt).
Osiemnasty przed finałową serią Jakub Wolny zajął 26. miejsce, co i tak jest jego najlepszym występem w PŚ w karierze. Do tej pory była nim 27. pozycja w Zakopanem w sezonie 2015/16.
Do finałowej serii nie awansował skaczący w trudniejszych warunkach Stefan Hula. Polak został sklasyfikowany na 40. miejscu, ex aequo z utytułowanym Słoweńcem Peterem Prevcem.
Powody do satysfakcji mają Niemcy. Po sobotnim triumfie Freitaga, tym razem triumfował Wellinger, który skoczył 132 i 133,5 m. To trzecie w karierze zwycięstwo w zawodach PŚ 22-letniego zawodnika z Ruhpolding. Poprzednio zwyciężył w Wiśle w styczniu 2014 i w niemieckim Willingern w styczniu 2017 roku.
"Fantastycznie. To były wspaniałe zawody, po prostu niewiarygodne" - cieczył się w niedzielę Wellinger.
Aż trzech reprezentantów jego kraju uplasowało się w czołowej czwórce. Drugi był Freitag (131/138 m), a czwarty Markus Eisenbichler (134,5/130 m).
Dzięki dobremu występowi w obu konkursach w Rosji Niemcy awansowali, kosztem Norwegii, na pierwsze miejsce w klasyfikacji Pucharu Narodów.
W klasyfikacji generalnej PŚ liderem pozostał Freitag, na drugą pozycję awansował Wellinger. Najlepszy z Polaków, Stoch, zajmuje szóste miejsce.
Huśtawkę nastrojów przeżywał w niedzielę Daniel Andre Tande. Najpierw Norweg okazał się zdecydowanie najlepszy w kwalifikacjach, ale po pierwszej serii był dopiero siedemnasty (122 m). W finałowej spisał się jednak znakomicie. Uzyskał 138,5 m i ostatecznie zajął piąte miejsce.
W Rosji nie wystartował były lider PŚ Japończyk Junshiro Kobayashi, który sensacyjnie wygrał pierwszy konkurs sezonu w Wiśle. Trener japońskiej kadry zdecydował, że zawodnicy pierwszej ekipy po Kuusamo wrócą do kraju, a w Rosji wystąpił drugi zespół.
W poprzednim sezonie Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) wykreśliła Niżny Tagił z kalendarza. Powodem było niespełnienie przez organizatorów zaleceń m.in. dotyczących bezpieczeństwa. Rosjanie nie zainstalowali - zgodnie z wytycznymi FIS - siatek chroniących skocznię od wiatru. Zastrzeżenia były także do sporych opóźnień w wypłatach skoczkom premii za konkursy rozegrane w poprzednich latach.
Teraz konkursy w Niżnym Tagile odbyły się zgodnie z planem i - mimo podmuchów wiatru - dość płynnie. Od soboty rekordzistą obiektu jest Johann Andre Forfang (141,5 m).
Następne zawody PŚ odbędą się w przyszły weekend w niemieckim Titisse-Neustadt.
PAP/AD
PAP/AD