Wreszcie zaskoczyło. Cracovia z przełamaniem, Wisła z powrotem do dyspozycji z premiery sezonu. Rzecz jasna, że teraz pojawią się dysputy i spory towarzyszące odpowiedzi na pytania: "które zwycięstwo jest cenniejsze, które ma większą wartość?"
Jeśli za punkt odniesienia przyjąć dramaturgię meczu, to wskazanie powinno paść na Cracovię. Prowadziła wprawdzie w tym meczu 2:0, ale można powiedzieć, że ostatecznie zwycięstwo to bez mała wyszarpała. To rywale przez 60 procent czasu gry byli w posiadaniu piłki, to piłkarze z Białegostoku przeprowadzili więcej akcji, oddali więcej strzałów na bramkę, choć akurat w tym elemencie Pasy były bardziej precyzyjne.
Stosując takie porównanie, mecz Wisły potraktować można jak ligowy spacerek. 69% posiadania piłki, aż 19 oddanych strzałów, w tym 9 celnych. Co trzeci trafiał do siatki. Statystycy naliczyli 112 akcji "Białej Gwiazdy". To oznacza akcję ofensywną co niemal 90 sekund. To przyznać trzeba dowód dużej, boiskowej aktywności.
Koneserzy zastanawiać się będą, czy większe wrażenie robiła piękna akcja Cracovii, owocująca drugą bramką, czy też gol (też drugi w kolejności), którego autorem był Yeboah. We współczesnym futbolu takich bramek, jak ta z Łęcznej po prostu już się nie ogląda. Majstersztyk, indywidualny fajerwerk, można szukać kolejnych określeń.
Zaczynałem od słów: „wreszcie zaskoczyło”. Aby były one w pełni adekwatne, trzeba by znać jeszcze wynik meczu BrukBetu Termaliki Nieciecza w Warszawie z Legią. To nie jest nam dane. Przesuwanie terminu spotkania na dwa dni przed planowanym terminem, to wątpliwej wartości wyczyn, czy też rekord. Nie mówię tylko np. o sferze przygotowania mentalnego do takiej konfrontacji. Ale istotny kłopot mogą sprawiać także np sprawy logistyczne, związane z organizacją wyjazdu na taki mecz.
Pomijam już fakt totalnego zamieszania w ligowej tabeli. Na jej ostateczny kształt na koniec roku będzie trzeba poczekać. Jak długo? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Bo wprawdzie wiemy już, że planowany na 7 sierpnia mecz Legii z Zagłębiem Lubin ma być rozegrany (uwaga!) - 15 grudnia. Ale trzy pozostałe, przełożone już mecze nie mają jeszcze wyznaczonych, nowych terminów.
A swoją drogą. Czy rzeczywiście kluby mające europejskie aspiracje muszą korzystać z klosza ochronnego? Czy walcząc o prawo udziału w tych rozgrywkach, nie powinny z góry wkalkulować sytuacji, w których będą zmuszone do gry ze zwiększoną częstotliwością? Jak długo tak się można bawić? Przecież faza grupowa Ligi Europy trwa do 9 grudnia, podobnie jak faza grupowa w Lidze Konferencji.
Mam świadomość, że dla Legii i Rakowa (szczególnie dla tego drugiego) stawką są duże, ba, wielkie jak na nasze warunki pieniądze za kolejne awanse, za kolejne punkty. Ale czy to jest wystarczający powód dla dezorganizacji życia innym?
Tadeusz Kwaśniak