To był mecz, który trzeba było wygrać, aby zachować nadzieję na odegranie znaczącej roli w turnieju. Nie udało sie.
Polki zaczęły od prowadzenia 2:0, ale Węgierki zniwelowały szybko ten dystans i zaczął się okres gry „bramka za bramkę”. W 11 minucie Polki grały przez dwie minuty w przewadze, ale jej nie wykorzystały. W 14 minucie rywalki po raz pierwszy wychodzą na prowadzenie (7:6). Polki przez 5 minut nie znalazły sposobu na pokonanie węgierskiej bramkarki. Na szczęście dla naszych reprezentantek - rywalki znów „łapią” dwuminutowe kary. Oczekiwanego efektu bramkowego jednak nie było. Znakomicie w polskiej bramce broni Adrianna Płaczek. Ale w 20 minucie znów Węgierki wychodzą na prowadzenie (9:8) i po dwóch minutach odskakują na dwie bramki przewagi. W takiej sytuacji Achruk nie wykorzystuje karnego! Pierwsza połowę podopieczne Leszka Krowickiego przegrywają 11:13.
W II połowie strata szybko wzrasta do 5 bramek (11:16). Teraz węgierska bramkarka imponuje skutecznością interwencji. Rywalki z minuty na minutę grają coraz pewniej. Procentuje to pomnażaniem ich zysków. Dramaturgię sytuacji pomnaża kontuzja Karoliny Kudłacz-Gloc na kwadrans przed końcem meczu. Wtedy strata Polek wynosiła już 8(!) bramek. Dopiero w końcówce meczu Polki zaczęły odrabiać straty. Nie zdążyły. Polki nie awansują do 1/8 finału mistrzowskiego turnieju. Choć początek tego turnieju był tak optymistyczny...
IHF/TK/RK