W sportowej prasie wiele ostatnio pisze się o kłopotach finansowych pierwszoligowego Stomilu Olsztyn, czy mocnych zawirowaniach w Górniku Zabrze gdzie sprawy wlasnościowe i podłoże finansowe stanowią genezę problemu. Niestety coraz częsciej, już nie tylko nieoficjalnie, pojawia się opinia o zbliżającej się do ekonomicznej przepaści krakowskiej Wiśle. Zmiany, na razie te personalne, w zarządzie spółki stanowią ich wyraźne odbicie.
Ryszard Pilch nie jest już prezesem Tele-Foniki Kable SA, formalnego właściciela Wisły Kraków. Co jednak ciekawe, stery w firmie przejęła córka właściciela spółki TFK Bogusława Cupiała - Monika Cupiał-Zgryzek. Wraz z ojcem i mężem od kilkunastu dni sonduje możliwości wyjścia Wisły z kryzysu, albo jak wieszczą niektórzy, "wyjścia z Wisły".
Niby wszystko pozostaje w rodzinie człowieka, który przed ponad dekadą kupił Wisłę raczej "z serca" niż rachunku ekonomicznego, ale niekoniecznie jednak nowa pani prezes podzielać będzie takie emocjonalne podejście do niezmiennie ujemnego elementu salda. Wedle źródeł nieoficjalnych, raczej w dynamiczny sposób szukać będzie metody by odciąć TKF od wiślackiego ciężaru.
Przejęciem klubu do niedawna zainteresowany był Andrzej Kuchar, jednak biznesmen ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu, ponoć nie tylko zdumiony wielkością długów, ale również zniechęcony brakiem perspektyw współpracy z krakowskim magistratem.
Tak czy inaczej myślenicka firma trafiająca w kobiece ręce, musi pozbyć się Wisły jeśli chce otrzymać pierwszą ratę przyznanego, wielomilionowego kredytu bankowego. Wiślackie finanse to bowiem ciągle "czarna dziura", która miast przyciągać fundusze, wyłącznie je wsysa. Bo grzech niegospodarności, to nie tylko "bogata" era trenera Roberta Maaskanta, który wystawiał "jedenastkę" złożoną z samych internacjonałów, a ci - jak dziś wiadomo - mieli w kontraktach (w dodatku niekorzystnie dla klubu spisanych) krociowe apanaże.
Blisko 20 mln złotych „Biała Gwiazda” jest dziś winna właśnie piłkarzom, trenerom i podmiotom zewnętrznym. Także byłym piłkarzom. Okolo 100 mln złotych zalega wobec Tele-Foniki i jej „firm córek”, np. Biura Podróży Kraktel, organizującego wyjazdy drużyny na mecze. Do tego wypada doliczyć wydatki nieplanowane, ale podwójnie bolesne: za przegrane procesy, w tym ten ostatni, po którym milionowe odszkodowaie sąd polubowny PZPN przyznanał byłemu trenerowi Białej Gwiazdy, Franciszkowi Smudzie.
Krakowski klub staje się w ogóle niechlubnym liderem w ilości przegranych procesów z byłymi zawodnikami, trenerami czy menagerami (Genkov, Mandziara, ostatnio Smuda), w kolejce czeka były bramkarz Milan Jovanić, który wprawdzie piłkarsko nie zasłużył się przy Reymonta wcale, ale dziś także żąda wypłaty odszkodowania za rzekomo zerwany kontrakt.
Nie widać ani strategii marketingowej (brak sponsora na koszulkach piłkarzy to w tej sytuacji wręcz kuriozum), ani kogoś kto w wiślackiej spółce pracowałby na stanowisku prawnika. Wypada cieszyć się, że mimo wszystko piłkarska drużyna pod wodzą Kazimierza Moskala walczy dzielnie, że ma emocjonalne i merkantylne wsparcie trybun przy R22. Radować, że przedsezonowe szczęśliwe transfery "z przypadku", Cierzniaka i Mączyńskiego dały zespołowi wsparcie, a fanom satysfakcje. Tylko, jak długo jeszcze przy wątpliwej płynności finansowej "płynąć" będzie Wisła?
G.Bernasik/Radio Kraków