Śmiało można powiedzieć, że niedzielny etap przebiegał ściśle według schematu, do którego przywykliśmy podczas Tour de Pologne. Od samego machniecia flagą, oznaczającą start ostry, w odjazd wybrało się kilku zawodników. Tym razem było ich czterech. Raźnie pokonywali kolejne kilometry. Peleton jednak cały czas kontrolował sytuację. Podczas zabawy w kotka i myszkę ten pierwszy znowu był lepszy, wchłaniając śmiałków na 5 km przed metą. A tam - sprinterski popis wielkich gwiazd kolarstwa. Na kresce to właśnie gwiazda Davide Balleriniego błyszczała najjaśniej.
/Kamil Szyjka/