Stadion przy Łazienkowskiej, który był areną niedzielnego meczu, dla Cracovii jest niemalże przeklęty - wystarczy powiedzieć, że Pasy po raz ostatni wyjazdowy mecz z Legią wygrały przeszło 65 lat temu - w 1951 roku. Przy Kałuży Cracovia z Legią też wygrywać nie ma zwyczaju - ponad dziesięć lat zespół ze stolicy jest dla Pasów nie do zatrzymania. Do niedzielnego meczu Cracovia przystąpi osłabiona przede wszystkim brakiem Miroslava Covilo. Pomocnik i najskuteczniejszy zawodnik Pasów musi w meczu z Legią odpokutować nadmiar żółtych kartek. Niedzielny mecz był z kolei szczególny dla Tomasza Brzyskiego. Nowy zawodnik Pasów jeszcze w sierpniu walczył o ligowe punkty w barwach Legii, z którą rozstał się po spotkaniu z Arką Gdynia.
Nie będzie nic zaskakującego w stwierdzeniu, iż to Legia była faworytem tego spotkania. Zgodnie z planem mistrzowie Polski ruszyli do przodu i już w szóstej minucie znaleźli drogę do bramki Cracovii. Nikolić zagrał do Prijovicia, ten pokonał Sandomierskiego, ale pierwszy z tej pary chwilę wcześniej znalazł się na pozycji spalonej, co arbiter wychwycił i nie uznał gola. Legia świetną okazję miała dziesięć minut później gdy sam na sam z Sandomierskim znalazł się Nikolić. Tym razem zaskoczyć bramkarza Pasów już się nie udało. Cracovia najbliżej otwarcia wyniku była w 37. minucie. Wtedy to po główce Piątka piłka zaskoczyła Radosława Cierzniaka - byłego bramkarza Wisły i Cracovii, który w niedzielę debiutował w ligowym meczu w koszluce Legii - ale w ostatniej chwili gospodarzy uratował Jakub Czerwiński. Sześć minut później z odpowiedzią ruszyli miejscowi. Spod końcowej linii dogrywał Bereszyński, Nemanja Nikolić stanął przed świetną okazją - okazją z serii tych, których Węgier nie marnuje. Tak było i tym razem, a pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Legii.
Kilka chwil po przerwie szansę miał Guilherme, którego powstrzymała interwencja Wołąkiewicza. W 66. minucie dwójką wyszli Nikolić i Radović, ale ten drugi nie był w stanie obsłużyć Węgra takim podaniem, które ten mógłby zamienić na drugiego gola. Na tablicy świetlnej utrzymywał się rezultat 1:0. Wielkie emocje przyniosła natomiast końcówka, w której jedni i drudzy mieli swoje naprawdę dobre okazje. Najpierw w 84. minucie zaatakowali miejscowi. Przed szansą stanął Odjidja-Ofoe, który nie dał rady pokonać świetnie dysponowanego tego dnia Grzegorza Sandomierskiego. Legia nie była w stanie zaskoczyć golkipera gości, czego chwilę później mogła podwójnie żałować. W 87. minucie serca zadrżały kibicom z Warszawy po uderzeniu Stebleckiego - Cierzniak nawet nie drgnął, ale piłka trafiła tylko w słupek. Niespełna 60 sekund później z odpowiedzią ruszył zespół Jacka Magiery. Wrzutka z prawej strony, Kucharczyk nabiegał na piłkę, uderzył szczupakiem, ale fantastycznie, instynktownie interweniował Sandomierski, który w porę skrócił kąt.
Bramkarz Pasów był jednak bezradny w 92. minucie. Wtedy to emocje w tym meczu zostały zamknięte - Miroslav Radović zaczarował techniką przed polem karnym, zwiódł Brzyskiego do prawej nogi i uderzył tak precyzyjnie, że po odbiciu od słupka piłka zatrzepotała w siatce.
Tak oto warszawska klątwa Cracovii trwa nadal. To nie jest jednak zapewne dla podopiecznych Jacka Zielińskiego najważniejszą informacją dnia. Jest kilka ważniejszych - Pasy przegrywają po raz drugi z rzędu, a w tabeli lądują na 11. miejscu, po raz pierwszy od dawna za plecami Wisły.
Legia Warszawa - Cracovia 2:0 (1:0)
Nikolić 43', Radović 90+2'
Legia: Cierzniak – Bereszyński, Czerwiński, Rzeźniczak, Hloušek – Guilherme (75. Kucharczyk), Moulin, Odjidja-Ofoe (88. Kopczyński), Radović – Prijović (52. Jodłowiec), Nikolić.
Cracovia: Sandomierski – Wójcicki, Malarczyk, Wołąkiewicz, Deleu (70. Wdowiak) – Dąbrowski, Budziński – Jendrišek, Cetnarski (74. Adamczyk), Brzyski – Piątek (78. Steblecki).
AD