Porażka Brązowych w hicie kolejki
Najciekawiej w 26. kolejce zapowiadało się niedzielne starcie, w którym zmierzyły się dwie małopolskie drużyny z czołówki tabeli. Do Krakowa przyjechała Soła Oświęcim, która po środowym zwycięstwie nad Łysicą Bodzentyn chciała na Rydlówce kontynuować dobrą passę. Zadanie to zapowiadało się jednak wyjątkowo ciężko - Garbarnia w tym sezonie przegrała u siebie jak dotąd zaledwie raz, wygrywając pozostałych 10 spotkań. Mimo tego to goście prezentowali się na boisku lepiej, a pierwszą bramkę zdobyli w 19. minucie. Piłkę do siatki strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego posłał Paweł Cygnar, sprawiając, że do przerwy Soła prowadziła z Garbarnią 1:0.
Aż cztery bramki kibice zgromadzeni na trybunach obejrzeli za to w drugiej połowie. W 52. minucie do wyrównania doprowadził Petar Borovicanin, ale radość gospodarzy nie trwała zbyt długo. Już cztery minuty później po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową piłkę do bramki wpakował Igor Szopa, a w 67. minucie Krzysztof Hałgas podwyższył na trzy do jednego. Jak okazało się dziesięć minut później, nie był to ostatni cios zadany w tym meczu przez zespół z Oświęcimia. Garbarnia rzuciła wszystkie siły do ataku, a Soła skupiła się na kontrach. Jeden z takich kontrataków zakończył się w 76. minucie trafieniem Jakuba Snadnego, które przypieczętowało pewne zwycięstwo gości. Garbarnia przerwała więc dobrą passę i przegrała po raz drugi na wiosnę. Teraz przed Brązowymi przerwa, po której podopieczni trenera Hajdy wkroczą w część sezonu decydującej o losach awansu.
Garbarnia Kraków - Soła Oświęcim 1:4 (0:1)
Borovicanin 52’ - Cygnar 19’, Szopa 56’, Hałgas 67’, Snadny 76’
Kolejny popis Cracovii przy Wielickiej
Po tym, jak w ubiegłą niedzielę rezerwy Pasów zaaplikowały przed własną publicznością Beskidowi Andrychów aż sześć goli, w tygodniu podopieczni Piotra Góreckiego przegrali w Nowym Targu z rozpędzonym Podhalem. Szansy na kolejne punkty piłkarze Cracovii szukali więc w kolejnym meczu przy ulicy Wielickiej, gdzie rywalami Pasów był w niedzielę zespół Popradu Muszyna. Mając w pamięci jesienny mecz, przegrany w Muszynie 1:2, tym razem gospodarze postanowili nie pozostawić rywalowi najmniejszych złudzeń i, szczególnie w pierwszej połowie, wypunktowali drużynę Popradu.
Strzelanie zaczęło się tuż przed końcem pierwszej połowy. W 43. minucie rzut karny na bramkę zamienił Krzysztof Szewczyk, który przed analogiczną sytuacją stanął również w minucie 57. Wówczas młody zawodnik Pasów również wpisał się na listę strzelców, ale, jak miało okazać się później, nie było to jego ostatnie słowo w meczu z Popradem. Wcześniej swoje trafienie zanotował za to Boubacar Diabang. Senegalczyk w 65. minucie podwyższył prowadzenie gospodarzy, zdobywając szóstego gola w tym sezonie trzeciej ligi. Jak zostało wspomniane dwa zdania temu, kropkę nad „i” postawił w spotkaniu z gośćmi z Muszyny Szewczyk. 20-latek w 78. minucie przypieczętował pewne zwycięstwo Pasów, a skompletowany hattrick sprawił, że Szewczyk w tabeli strzelców wskoczył na pozycję wicelidera.
Cracovia II - Poprad Muszyna 4:0 (1:0)
Szewczyk 43’ i 57’ karne, 78’, Diabang 65’
Bezcenny Bałaszow znów daje zwycięstwo
Rezerwy Wisły Kraków w ostatnich sześciu ligowych meczach zdobyły łącznie 21 goli. Większość, bo aż 12 z nich ustrzelił duet, który do Krakowa trafił zimą. Witalij Bałaszow i Krzysztof Drzazga, bo o nich mowa, balansują od początku piłkarskiej wiosny na granicy pierwszej drużyny i zespołu rezerw, a ich występy w trzeciej lidze regularnie dają do myślenia Dariuszowi Wdowczykowi. W kolejce numer 26 trener Maciej Musiał z tego duetu mógł liczyć tylko na Ukraińca. W składzie z Bałaszowem czy między innymi Piotrem Żemłą i Alanem Urygą drugi zespół Białej Gwiazdy udał się do Kazimierzy Wielkiej na mecz z beniaminkiem - Spartą.
Jesienne spotkanie pomiędzy tymi ekipami rozegrane w Myślenicach przyniosło całą masę emocji i aż sześć bramek. W 9. kolejce rezerwy Wisły przegrywały 0:1, potem 1:2, ale ostatecznie zdołały pokonać Spartę w stosunku 4:2. Tym razem goli było dużo mniej, a - zgodnie z przewidywaniami - wszystko rozstrzygnęło się za sprawą Witalija Bałaszowa. To właśnie Ukrainiec w 65. minucie zdobył jedyną w tym spotkaniu bramkę sprawiając, że trzy punkty przyjechały do Krakowa. Te punkty dla Wisły mogą okazać się jednak szczególnie istotne. Na chwilę obecną pozwoliły one bowiem Białej Gwieździe wrócić na bezpieczną lokatę i wskoczyć na pozycję numer siedem.
Sparta Kazimierza Wielka - Wisła II Kraków 0:1 (0:0)
Bałaszow 65’
Adam Delimat