Jeszcze niedawno mecz Wisły Kraków z Lechią Gdańsk nazwalibyśmy spotkaniem przyjaźni. Przez długie lata kibice obu drużyn darzyli się wzajemną sympatią i wspierali nawzajem. Pod koniec czerwca zgoda pomiędzy fanami Wisły i Lechii została jednak zerwana, a dzisiejsze starcie w Gdańsku było pierwszym od dawna meczem tych drużyn, podczas którego z trybun wyrazów przyjaźni i obustronnego dopingu spodziewać się raczej nie było można. Jeśli natomiast chodzi o aspekt czysto sportowy, Wisła po solidnym laniu od Arki Gdynia miała na sobotni mecz jasny cel - zrehabilitować się za bolesną porażkę i pokonać dysponującą takim samym dorobkiem punktowym Lechię Gdańsk na jej terenie.
Trener Dariusz Wdowczyk w stosunku do spotkania z Arką dokonał przed kolejnym wyjazdowym meczem aż pięciu personalnych zmian. W wyjściowej jedenastce zabrakło miejsca dla Michała Miśkiewicza, Alana Urygi, Adama Mójty, Jakuba Bartosza i Zdenka Ondraszka. Debiut między słupkami z Białą Gwiazdą na piersi w sobotę zaliczył Łukasz Załuska, a do składu wskoczyli ponadto wracający po EURO 2016 Richard Guzmics, Rafał Pietrzak, Arkadiusz Głowacki i Denis Popović. W meczowej osiemnastce zabrakło natomiast Krzysztofa Mączyńskiego. Wielu ten fakt zaczęło błyskawicznie łączyć z pogłoskami o odejściu reprezentanta Polski do Chievo - dzisiejsza nieobecność nie miała z tym jednak nic wspólnego, a Mączyński w kadrze nie znalazł się tylko ze względu na drobny uraz.
Wisła po tygodniu spędzonym nad morzem miała do meczu z Lechią przystąpić odmieniona, jednak początkowe fragmenty meczu nie wskazywały na taki stan rzeczy. Łukasz Załuska w 15. minucie został zatrudniony przez byłego zawodnika Wisły, Rafała Wolskiego, który był w pierwszej połowie jednym z najbardziej aktywnych w ofensywie zawodników miejscowych. W tej sytuacji nowy golkiper Wisły najpierw poradził sobie z uderzeniem pomocnika, a po chwili wyłapał jeszcze nieudaną dobitkę Flavio Paixão. Pod bramką Milinkovicia-Savicia nieco goręcej przed przerwą zrobiło się właściwie tylko raz. W 27. minucie Paweł Brożek efektownym lobem skierował piłkę do bramki, jednak cała ta akcja miała miejsce już po gwizdku arbitra, który dopatrzył się w tej sytuacji pozycji spalonej. Spalonego sędzia Krzysztof Jakubik nie widział natomiast, zresztą słusznie, trzy minuty później, po drugiej stronie boiska. Wtedy to z lewego skrzydła do środka ściął Sławomir Peszko, zdecydował się na strzał, po którym tor lotu piłki zmienił jeszcze delikatnie Flavio Paixão. Piłka wylądowała między słupkami, a piłkarze Wisły natychmiast ruszyli do sędziego z reklamacjami sugerując, że Portugalczyk znalazł się w momencie uderzenia Peszki za linią ostatniego obrońcy. Powtórki wykazały jednak, że gol padł całkowicie zgodnie z przepisami i Lechia Gdańsk w pełni zasłużenie do przerwy prowadziła z Wisłą 1:0.
W drugą część gry lepiej weszli jednak Wiślacy. Podobnie jak w poniedziałek w Lublinie, również tym razem pierwsze minuty po zmianie stron sprawiły Lechii sporo kłopotów, co podopieczni Dariusza Wdowczyka zdołali skrzętnie wykorzystać. W 57. minucie z lewej strony boiska dośrodkowywał Denis Popović, po jego centrze piłka spadła na głowę Tomasza Cywki, który natomiast zgrał ją do Rafała Boguskiego. Popularny Boguś zachował się w polu karnym rywali jak rasowy snajper najpierw gasząc dogranie kolegi z zespołu, a po chwili kierując futbolówkę do siatki i doprowadzając do remisu. Radość Wiślaków nie trwała jednak zbyt długo. Zaledwie jedenaście minut później znakomita wrzutka Krasicia trafiła wprost na głowę Flavio Paixão, który i tym razem nie zawiódł swoich kibiców i wykazał się skutecznością. Przy golu na 1:2 po stronie Białej Gwiazdy winę rozłożyć można po równo między Rafała Pietrzaka i Łukasza Załuskę - ten pierwszy nie upilnował Portugalczyka, drugi z kolei znalazł się na wykroku i dał się w prosty sposób przelobować.
O rozdziale punktów miały zadecydować więc ostatnie fragmenty spotkania na Stadionie Energa Gdańsk. Na boisku nie brakowało walki, często niezgodnej z przepisami i kończącej się żółtymi kartonikami, po stronie Wisły pojawiali się z kolei kolejni ofensywni zawodnicy - Mateusz Zachara i Zdenek Ondrasek. Rzucenie wszystkich sił do przodu poskutkowało jedną wybitną okazją do doprowadzenia do remisu. W 81. minucie po świetnym prostopadłym podaniu Boguskiego oko w oko z bramkarzem stanął Brożek, jednak doświadczony napastnik Wisły nie był w stanie nawet utrzymać równowagi, upadł w polu karnym i akcja spaliła na panewce. Zdecydowania i zimnej krwii pod bramką nie brakowało natomiast tego dnia ludziom o nazwisku Paixão. Pierwsze dwie bramki dla Lechii to dzieło Flavio, w 89. minucie Portugalczyk wykładał z kolei piłkę do pustej bramki swojemu bratu, który na placu gry zameldował się podczas trwania drugiej połowy. Marco dopełnił formalności pieczętując w ten sposób pewne zwycięstwo Lechii - zespół Piotra Nowaka pokonał Wisłę 3:1 i odskoczył Białej Gwieździe na dystans trzech punktów.
Od nieco ponad tygodnia w obozie Wisły wiadomo było, że nastroje, w jakich podopieczni Dariusza Wdowczyka wracać będą znad morza mogą zdeterminować przebieg całej jesieni, a nawet sezonu 2016/17. W miniony piątek pewne stało się, że do Krakowa Biała Gwiazda w fantastycznych nastrojach wracać nie będzie, jednak mecz w Gdańsku miał nieco w tej kwestii poprawić. Dziś jeśli chodzi o Wisłę wiadomo już tylko jedno - Wisła z wybrzeża wraca z zerowym dorobkiem punktowym i bagażem sześciu straconych bramek. Z takim ciężarem podopieczni Dariusza Wdowczyka przygotowywać się będą do jednego z najważniejszych meczów w sezonie - wyjazdowych derbów z Cracovią.
Lechia Gdańsk - Wisła Kraków 3:1 (1:0)
F. Paixão 30' i 68', M. Paixão 89' - Boguski 57'
Lechia: Milinković-Savić - Janicki, Maloca, Wawrzyniak - Chrapek, Gamakow (63. M. Paixão), Wolski (59. Stolarski), Krasić - F. Paixão, Kuświk, Peszko (82. Wojtkowiak).
Wisła: Załuska - Głowacki, Guzmics, Cywka - Pietrzak, Sadlok (71. Ondrasek) - Brlek, Popovič (58. Zachara), Małecki, Boguski - Brożek.
Adam Delimat