Wcześniej swój ligowy sezon zaczęła Puszcza Niepołomice, która już w piątek od godziny 19 grała w Rybniku z tamtejszym ROWem. W składzie gości nie brakowało zawodników debiutujących w rozgrywkach w barwach Puszczy. W wyjściowym składzie pojawili się między innymi doświadczony obrońca z wieloletnią przeszłością w ekstraklasie Piotr Stawarczyk oraz sprowadzony z Wałbrzycha napastnik - Marcin Orłowski. W trakcie trwania spotkania na placu gry meldowali się również inni "nowi" - Dominik Radziemski i Arkadiusz Gajewski. Zabrakło natomiast w meczowej osiemnastce pauzującego Bartosza Żurka oraz kontuzjowanego Macieja Domańskiego, który w ostatnich spotkaniach był istotnym punktem drugiej linii Puszczy. Mecz rozpoczął się od wymiany ciosów. Obie drużyny szukały swoich okazji, ale ani uderzenie Gabriela Nowaka ani próba Longinusa Uwakwe nie znalazła drogi do bramki. Po strzale głową tego drugiego piłka zatrzepotała natomiast w siatce w 42. minucie. Sędzia gola jednak nie uznał dopatrując się chwilę wcześniej przewinienia jednego z zawodników Puszczy w polu karnym.
Szybko skomplikowała się natomiast sytuacja podopiecznych Tomasza Tułacza po zmianie stron. W 51. minucie nieodpowiedzialny atak Marcela Kotwicy na nogi rywala musiał zakończyć się bezpośrednią czerwoną kartką, która sprawiła, że przez niemalże całą drugą połowę Niepołomiczanie grali w dziesięciu na jedenastu. Paradoksalnie grając o jednego mniej Puszcza potrafiła się zmobilizować i momentami wyglądała nawet lepiej niż w kompletnym składzie. W ostatnich fragmentach meczu niemalże stuprocentowe okazje do przechylenia szali zwycięstwa na stronę gości mieli Marcin Orłowski i Kamil Łączek, ale rozgrywający w bramce ROWu znakomite zawody Daniel Kajzer ani razu nie dał się zaskoczyć. Spotkanie inaugurujące sezon drugoligowy zakończyło się remisem 0:0, a na pierwsze bramki swojego zespołu kibice Puszczy muszą czekać do następnego weekendu. W sobotę 6 sierpnia o godzinie 17 Niepołomiczanie zmierzą się w roli gospodarza z Siarką Tarnobrzeg.
ROW Rybnik - Puszcza Niepołomice 0:0
Trzy dni później swoje pierwsze ligowe spotkanie rozgrywała natomiast grająca o szczebel wyżej Sandecja Nowy Sącz, której przyszło zamykać inauguracyjną kolejkę. W poniedziałek zespół z Małopolski udał się do Mielca na mecz z beniaminkiem, który ma jednak spore aspiracje. Stal po świetnym sezonie w II lidze, w I wcale nie zamierza walczyć o utrzymanie, ale chce się bić o wyższe cele. W wyjściowej jedenastce Radosław Mroczkowski znalazł miejsce jednego debiutanta - Michala Piter-Bucko. Trener Sandecji nie mógł jeszcze skorzystać natomiast z usług Macieja Korzyma, który z powodu kontuzji oglądał mecz z wysokości trybun. Już w czwartej minucie goście byli bliscy objęcia prowadzenia. Sandecja sprytnie rozegrała rzut wolny, Trochim wyłożył piłkę Grzegorzowi Baranowi, jednak od utraty gola miejscowych uratowała poprzeczka. Pierwsze fragmenty spotkania to przewaga Sandecji, która swoim doświadczeniem i pierwszoligowym obyciem zepchnęła beniaminka do defensywy. Stal Mielec zaczęła dochodzić do głosu w drugiej części pierwszej połowy. W 27. minucie w dobrej okazji w światło bramki nie trafił Mateusz Cholewiak, którego kibice z Małopolski mogą pamiętać chociażby z kilku sezonów spędzonych w Puszczy i dużego udziału w awansie tej drużyny na zaplecze ekstraklasy. Ten sam Cholewiak nieco później trafił jeszcze w słupek, a odważna decyzja Roberta Sulewskiego skutkująca strzałem z naprawdę sporego dystansu zakończyła się minimalnym pudłem.
Kwadrans po przerwie Szymon Sobczak powinien otworzyć wynik spotkania, ale nie był w stanie pokonać golkipera Sandecji, Łukasza Radlińskiego. Chwilę wcześniej zablokowany został strzał Sebastiana Łętochy, który tak czy tak wpisał się po kilku minutach do protokołu meczowego - od nieco gorszej strony. W 63. minucie brutalnie potraktował on Dawida Szufryna za co obejrzał czerwoną kartkę i sprawił, że w osłabieniu Stal grała przez niespełna pół godziny. Sytuacja ta nie zmieniła jednak szczególnie obrazu gry. Wciąż to Stal była w swoich atakach groźniejsza, a w 74. minucie ponownie precyzji zabrakło Sobczakowi. W doliczonym czasie gry rzutem na taśmę radość kibicom Sandecji mógł dać debiutujący Sebastian Leszczak, ale i Tomasz Libera nie skapitulował tego dnia a spotkanie zakończyło się podziałem punktów. Z własnymi kibicami zespół Radosława Mroczkowskiego przywita się w najbliższą niedzielę. Do Nowego Sącza przyjedzie inny beniaminek - GKS Tychy.
Stal Mielec - Sandecja Nowy Sącz 0:0
Adam Delimat