„Znów przeżywam niesamowitą noc. Rok po roku jestem numerem jeden – to niesamowite" - powiedział Bartosz Zmarzlik, który w sobotę obronił tytuł mistrza świata w jeździe na żużlu.
Pierwsze miejsce w klasyfikacji końcowej cyklu Grand Prix zapewnił sobie awansując do finału ostatnich, ósmych zawodów w Toruniu. Obrona tytułu nie przyszła jednak mu łatwo. Turniej nie zaczął się po myśli gorzowianina, bo od trzeciego miejsca. Mogący mu zagrozić w walce o złoto Brytyjczyk Tai Woffinden i Szwed Fredrik Lindgren radzili sobie zdecydowanie lepiej. Ostatecznie Zmarzlik do półfinałów awansował z siódmej pozycji, Lindgren serię zasadniczą wygrał, a Woffinden był czwarty.
Cała trójka spotkała się w pierwszym półfinale i jak się okazało, była to decydująca rywalizacja o złotym medalu. Świetnie ze startu wystrzelił Lindgren, a startujący z czwartego pola Zmarzlik szukał swojego miejsca na wyjściu z pierwszego łuku i szczęśliwie wcisnął się na drugą pozycję, której nie oddał do końca biegu. Awans do finału oznaczał, że bez względu na jego wynik, Polak zapewnił sobie po raz drugi złoty medal indywidualnych mistrzostw świata.
A w finale Bartosz Zmarzlik przypieczętował troiumf zwycięstwem nad Maciejem Janowskim i Artiomem Łagutą, Fredrik Lindgren nie ukończył wyścigu.
PAP/MS/RK