Nigdy nie przestanie mnie dziwić widok śmieci rzucanych w krzaki, na chodniki. Proszę nie mówić, że jest za mało koszy - często puszki, czy butelki leżą metr od pojemników.
Starszy pan wychodzi z bloku z workiem śmieci. Chwila wahania, czy skręcić w prawo do śmietnika, czy - nie tracąc cennego czasu - w lewo. Skręca w lewo, rozgląda się i nie widząc nikogo na ulicy, celnym rzutem ciska worek na cmentarz.
Na parking podjeżdża samochód. Kierowca otwiera drzwi i opróżnia popielniczkę na jezdnię. Inny wysiada z auta tylko po to, by na żywopłocie zostawić siatkę z resztkami posiłku z sieciowej restauracji.
Kierowcy busów robią sobie przerwę przed kolejnym kursem. Przed odjazdem, na trawnik pod murem wyrzucają papierki, plastikowe woreczki i przeczytaną gazetę.
Trzymając mamę za ręke drepcze kilkuletni chłopczyk. Kończy jeść batonik , a opakowanie ciska na chodnik. Mama nie reaguje. Dwadzieścia lat wcześniej jej też nikt nie zwracał uwagi, gdy rzucała papierki po cukierkach.
No i oczywiście psie kupy, rozmazane na chodnikach i " ozdabiające" trawniki, a także wszechobecne pety. Czasami wydaje mi się, że spaceruję po wielkiej popielniczce.