Kilka lat temu w centrum, gdzie każde miejsce parkingowe jest na wagę złota, pojawił się stary gruchot. Stał sobie prawie dwa lata, zmieniając się w coraz większą ruinę. Najpierw ktoś wypuścił powietrze z opon, znikały wycieraczki, lusterka. Pewnego dnia został zamalowany różnokolorowymi farbami, później zaczął służyć za altankę chroniącą przed wiatrem i deszczem. Na desce rozdzielczej pojawił się kieliszek do wódki. Pusty.
Sprawą usiłowałam zainteresować odpowiednie służby. Dowiedziałam, się, że jeśli samochód ma opłacone OC nic nie można zrobić. Czy miał? Wątpię, żeby ktokolwiek to sprawdzał - tym bardziej , że skradziono tablice rejestracyjne. Nagle auto zniknęło. Podejrzewam, że problem rozwiązali zbieracze złomu.
Ten samochód był z pewnością porzucony. Czy tak samo jest w przypadku samochodu, który od ponad dwóch miesięcy stoi po moim oknem?
Nie przypuszczam, żeby ktokolwiek o zdrowych zmysłach zostawił auto w strefie płatnego parkowania.Za wycieraczką rośnie stos mandatów. Codziennie przybywa nowy.
W zeszłym tygodniu spotykam kontrolera strefy wypisującego kolejny.
- Ten samochód może być kradziony i podrzucony - mówi do mnie.
Radzę mu, żeby o tym poinformował służby, ale i tak wiem co będzie dalej.
Kontroler dzwoni do straży - tam dowiaduje się, że takimi sprawami zajmuje się policja. Dzwoni na policję. Dyżurny mówi bardzo głośno, więc słyszę każde słowo.
Najpierw złości się, że zawraca mu głowę takimi głupstwami. Później wypytuje kim jest dzwoniący i dziwi się, że można codziennie wypisywać mandat. Kontroler tłumaczy, że można. Nie można tylko wypisać więcej niż jednego tego samego dnia. Dyżurny pyta jak długo stoi samochód. Po usłyszeniu, że ponad dwa miesiące stwierdza, że to krótko. Pyta o numer rejestracyny samochodu i markę i informuje, że przyjedzie patrol i sprawdzi.
Mija kolejny tydzień. Samochód jak stał, tak stoi. Dziś w nocy ktoś wyrwał klapkę wlewu paliwa. Pewnie potrzebował benzyny...