Jak się chronić? Nasz reporter Karol Surówka zapytał o to szefa pionu Roberta Janeczka, kierownika wydziału kryminalnego krakowskiej policji, który "kieszonkami" zajmuje się od 24 lat.
Zbliża się okres przedświąteczny. Dla was to taki sam sezon jak dla sprzedawców? Okres intensywnej pracy?
- Tak. Przed świętami zaczyna się napływ różnych osób. Przede wszystkim uczulam osoby, które dokonują zakupów w sklepach. Chodzi o hipermarkety: np. kobiety, które jak robią zakupy w sklepie odzieżowym to torebka idzie na plecy a dwoma rękami przeglądają towar. To najłatwiejsza sytuacja dla kieszonkowca. Problemem są także koszyki. Często torebka jest zostawiona w koszyku a dla kieszonkowca to moment. Oni działają w parach. Kobietę ktoś zasłoni a druga osoba wyciągnie portfel. Oni często upatrują osoby i patrzą gdzie osoba chowa portfel. Niektórzy stoją pod bankami. Były grupy narodowości rumuńskiej i słowackiej, które wchodziły do banków, patrzyły kto wyciągał większą kwotę i szły za tą osobą. Po odejściu "atakowały" i pytały o drogę. Stawiały mapę pod twarz i się pytały. Wiedzieli, gdzie były pieniądze i dochodziło do kradzieży. Druga metoda Słowaków to metoda, jak ją nazywamy, "na seks". Przyjeżdżają kobiety, które czekają aż klient wychodzi z lokalu, jak osoba jest pod wpływem alkoholu to podbiegają i proponują usługi. Jedna z nim rozmawia a drugą "przeszukuje" mężczyznę. Tego ofiara pod wpływem alkoholu nie czuje. Kolejna metoda w lokalach to metoda "na przywieszkę". Jak idziemy do lokalu na obiad i zawieszamy marynarkę na oparciu krzesła to radzę tam niczego nie zostawiać. Jak będzie za nami miejsce to kieszonkowiec się przysiada. Sięga do naszej kieszeni: ma specjalną kurtkę z dziurawymi kieszeniami, dzięki którym może sięgać do cudzej kurtki. Czasami wyciągają pieniądze a portfel chowają z powrotem.
Osoby, które kradną w Krakowie to doświadczeni krakusi, którzy to robią od lat czy raczej osoby przyjezdne?
- Jest podział. Są osoby w tym zawodzie od 30 lat. To osoby z Polski, nie tylko z Krakowa. Jest część krakusów, oczywiście, ale też sporo osób z Kielc czy Radomia. Do tego Słowacy, Rumuni, Bułgarzy. W większości to kobiety. To są osoby zarówno bardzo młode, ale także starsze. Niektórzy są bardzo dobrze ubrani. Kiedyś była grupa osób narodowości arabskiej. Te osoby były świetnie ubrane, nie zwracali na siebie uwagi. Zróżnicowanie jest duże.
W okresie przedświątecznym ilu kieszonkowców działa w Krakowie?
- Ciężko oszacować. Były takie okresy, gdzie zatrzymywaliśmy po 20 osób. Kieszonkowca trzeba zatrzymać z portfelem w ręku. To, że ktoś komuś grzebie to jest usiłowanie. My jedziemy w teren i szukamy. Najpierw trzeba znaleźć, potem obserwować i nie dać się zauważyć. Te osoby się powtarzają. To nie jest proste. Jak oni nas zauważą to odpuszczają.
Już was kojarzą?
- Tak. Jak policjanta wypatrzy to może zmienić rejon.
W ciągu tych 24 lat, w których zajmował się Pan "kieszonkami", jakie były najbardziej wartościowe przedmioty, które kieszonkowcom udało się zwinąć?
- Mieliśmy posła, któremu ukradli kartę bez limitów. Było tam 36 tysięcy. Kwoty po 16-20 tysięcy się zdarzają.
Jakie są najważniejsze rady dla kupujących prezenty?
- Jak chodzi o komórkę to proponuje trzymać ją w przedniej kieszeni spodni. Ta kieszeń jest ciasna. Kobiety muszą trzymać torebki z przodu, nie na plecach. Gotówkę też najlepiej podzielić. Dokumenty mogą być w portfelu a pieniądze w kieszonce. Wtedy złodziej ma utrudnione zadanie.