Były prezes spółki Dunajec, który zabronił pracownikom powiadomić mieszkańców o skażeniu wody, przez co doprowadził do zagrożenia zdrowia wielu osób, musi zapłacić 4 tysiące złotych grzywny, a zastępujący go pracownik 2 tysiące złotych. Mężczyzna 2 września 2016 roku poinformował swojego przełożonego, że w wodociągu, jak wynika z przeprowadzonych badań są bakterie, ale ten zabronił mu podawać te informację mieszkańcom, poinstruował też, co pracownicy powinni mówić w razie pytań o prace przeprowadzane na sieci wodociągowej, które w rzeczywistości polegały na czyszczeniu tej sieci. Jak wyjaśniał po ogłoszeniu wyroku sędzia Kazimierz Kmak, mężczyźni dysponując wynikami badania wody, mieli świadomość z jakim zagrożeniem wiąże się korzystanie z niej.
Sprawa wyszła na jaw dzięki prezesowi spółki wodociagowej z Tropia, który zadzwonił do sanepidu i podając się za prezesa spółki Dunajec uzyskał informacje o skażeniu wody. Wodociąg został unieruchomiony dopiero po pieciu dniach od wykrucia bakterii. Za nim do tego doszło kilkudziesięciu mieszkańców miało dolegliwości żołądkowo - jelitowe, dlatego teraz tym bardziej bulwersuje ich niska kara wymierzona sprawcom całej sytuacji
Mieszkańcy gminy Gródek nad Dunajcem, którzy przyjechali do sądu by wysłuchać wyroku, nie kryją zbulwersowani niską karą. Uważają, że sąd z nich zakpił. Liczą jednak, że skoro wyrok nie jest prawomocny, prokuratura się od niego odwoła.
"Zostaliśmy bardzo źle potraktowani przez sąd. Jak śmieci. Można ludzi truć gnojówką i dostać dwa tysiące kary. Za ściągnięcie komuś czapki dostanę tyle. A nie za trucie ludzi! To upadek sądów" - mówili Radiu Kraków oburzeni mieszkańcy. "Spodziewałem się przynajmniej wyroków w zawieszeniu" - przyznał Marian Lupa, prezes spółki wodociągowej z pobliskiego Tropia, który ujawnił sprawę skażonej wody w Gródku.
Sąd odrzucił prośbę prokuratora, który domagał się kary zakazu zasiadania przez byłego prezesa spółki Dunajec w zarządach spółek. Nie przychylił się też do wniosku o odszkodowanie dla mieszkańców, którzy podczas skażenia wody mieli problemy jelitowo-żołądkowe.
(Joanna Porębska/ko)