Dzisiejsza opozycja – w opinii Marcina Poręby – zmarnowała ostatnie lata jeśli chodzi o budowanie kadr.
- Platforma Obywatelska nie wypracowała sobie przez cztery lata osoby, która mogłaby liderować w Nowym Sączu albo, która byłaby wyrazista. Taka, że rzeczywiście można powierzyć jej urząd prezydenta miasta. Poseł Andrzej Czerwiński boi się osoby, która mogłaby stać za nim. Jest to działanie na przyszłe wybory parlamentarne.
Inny problem ma Prawo i Sprawiedliwość. Tutaj podział wewnątrz struktur partii doprowadził do tego, że dużym problemem jest wybór pomiędzy Krzysztofem Głucem, forsowanym przez ustępującego prezydenta Ryszarda Nowaka, i Małogorzatą Belską zgłoszoną przez obóz skupiony wokół posła PiS Piotra Naimskiego.
Marcin Poręba nie wyklucza, że nie chcąc ryzykować, PiS zastosuje „opcję atomową”. Kandydatem, który wydaje się dziś mieć bardzo duże szanse na wygraną pod szyldem PiS w Nowym Sączu jest poseł Arkadiusz Mularczyk.
- Jeśli zdecydują tak władze partii, to poseł Mularczyk będzie się musiał temu podporządkować – ocenia M. Poręba zastrzegając, że sam A. Mularczyk nie zrobi tego chętnie. Po pierwsze ma go zniechęcać zaangażowanie w sprawę walki o reparacje wojenne od Niemiec. Po drugie, były renegat z Solidarnej Polski, po powrocie do PiS zdaje się mierzyć wyżej niż fotel prezydenta Nowego Sącza.
Na tym tle największe szanse może mieć kandydat niezależny. Dziś w takiej roli najczęściej wymieniany jest kandydat Koalicji Nowosądeckiej Ludomir Handzel. On sam jeszcze nie podjął decyzji, jednak nieoficjalnie można usłyszeć, że start jest bardzo powaznie rozważany.
- Wiemy, że Koalicja Nowosądecka na pewno swojego kandydata wystawi. Przy dobrej kampanii i skupieniu przy sobie wielu środowisk spoza obozów partii politycznych, taki kandydat będzie miał duże szanse na wygraną – twierdzi Marcin Poręba.
Według ostatnich zapowiedzi, sądeckie struktury PiS i PO maja ostatecznie ogłosić swoich kandydatów w najbliższy weekend.
Sławomir Wrona/jgk