Ratownicy otrzymali informację, że do Kotła Gąsienicowego zsunął się po śniegu, gubiąc po drodze czołówkę i kijek, turysta. Zgłaszający przekazali, że był on pod wpływem alkoholu i widzieli jak po zatrzymaniu się w dolnej części Kotła, ruszył w kierunku dolnej stacji. Z Murowańca wyjechał skuterem pełniący tam dyżur ratownik. W rejonie dolnej stacji ratownik spotkał schodzącego mężczyznę, który w czasie rozmowy nie przyznał się jednak, że to on zsunął się do Kotła.
Ratownik ruszył w górę. Zauważył ślad zsuwania się po śniegu. Znalazł telefon, scyzoryk i papierosy. Nie odnalazł jednak człowieka, który zsunął się do Kotła. Wrócił do schroniska, tam przejrzał znalezione rzeczy i znalazł w nich dokumenty, w tym dowód osobisty. Ze zdjęcia w dowodzie ratownik wywnioskował, że należą one do spotkanego mężczyzny. Ponieważ mężczyzna nie pojawił się w Murowańcu ani nie zadzwonił, na Halę Gąsienicową wyjechało trzech ratowników, a dwóch kolejnych wyruszyło na Halę przez Jaworzynkę.
Poszukiwania turysty trwały do czwartej rano. Nie natrafiono na poszukiwanego. Informację o dokumentach przekazano rodzinie, odnajdując numer w telefonie. Następnego dnia, jak gdyby nigdy nic do centrali TOPR zadzwonił poszukiwany mężczyzna, bo od rodziny dowiedział się, że są tam jego znalezione dokumenty i telefon.