„W toku prowadzonych rozmów PFR zapoznał się ze stanowiskami wszystkich Stron. W wyniku ich analizy PFR podjął decyzję o odstąpieniu od dalszych prac nad emisją akcji PKL na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jesteśmy przekonani, że w obecnych uwarunkowaniach jest to rozwiązanie najlepsze dla Spółki, tym samym leży w interesie wszystkich zainteresowanych Stron” – podkreślono w komunikacie Funduszu.
PFR poinformował, że analiza różnych scenariuszy pozyskania kapitału dla wieloletniego programu inwestycyjnego PKL obejmowała także ewentualny debiut giełdowy. PFR zaznaczył, że rozważany debiut nie oznaczał sprzedaży spółki ani utraty kontroli właścicielskiej, a jego celem było zapewnienie stabilnego i długoterminowego finansowania szeregu inwestycji na Podhalu i w Małopolsce.
W ostatnich tygodniach władze Zakopanego spotkały się w Sejmie m.in. z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, aby zainterweniować w sprawie planów PFR dotyczących debiutu giełdowego PKL. Kosiniak-Kamysz podkreślał wtedy, że sprzedaż PKL w 2013 r. była błędem, którego nie należy powtarzać, a spółka obecnie jest w dobrej kondycji i nie wymaga pilnego dokapitalizowania. Dodał, że samorządy powinny być partnerem numer jeden dla PFR w rozwoju i inwestycjach PKL.
Decyzję funduszu skomentował burmistrz Zakopanego Łukasz Filipowicz. – Zdecydowanie wyjazd do Sejmu i rozmowy z wicepremierem i parlamentarzystami przyniosły efekty i największy skutek, bo walka o Polskie Koleje Linowe trwała już od wielu miesięcy, od kiedy po raz pierwszy usłyszeliśmy o planach PFR dotyczących debiutu giełdowego, z którym się nie zgadzamy, i wszelkimi możliwymi kanałami próbowaliśmy zmienić tę decyzję. To dzięki pomocy wicepremiera Kosiniaka-Kamysza i ministra Ireneusza Rasia udało się zablokować tę sprzedaż PKL na giełdzie – byłby to ruch niekorzystny dla nas jako samorządowców i myślę, że dziś to jest wielki dzień dla Zakopanego, bo jednak się to udało – powiedział PAP burmistrz Zakopanego.
Dodał, że w pełni rozumie, że spółka musi się rozwijać; zapewnił prezesa PFR, że jest chęć współpracy ze strony samorządów z Podhala, aby dokapitalizować PKL. - Musimy usiąść do rozmów i porozmawiać o inwestycjach ważnych dla nas - zaznaczył Filipowicz.
Samorządy Podhala od początku wyrażały obawy wobec debiutu giełdowego PKL, wskazując, że w takim modelu decyzje spółki mogłyby być podporządkowane interesom akcjonariuszy kosztem misji spółki i potrzeb lokalnych społeczności. Spotkania samorządów z parlamentarzystami i przedstawicielami rządu miały zapewnić, że decyzje dotyczące kolei linowych będą podejmowane w porozumieniu z regionem i z poszanowaniem interesu lokalnych społeczności.
Samorządowcy z Podhala podkreślali, że społeczny odbiór planów PFR byłby „bardzo negatywny”, bo w regionie wciąż żywe są wspomnienia sprzedaży PKL za rządów PO–PSL przed 12 laty.
Spór wokół planów PFR nawiązuje do wydarzeń z 2013 r., gdy PKL, należące wówczas do Grupy PKP SA, zostały sprzedane spółce Polskie Koleje Górskie, utworzonej przez cztery samorządy Podhala. Kapitał na zakup – 215 mln zł – zapewnił fundusz Mid Europa Partners, który przejął 99,77 proc. akcji PKL. Transakcja wywołała szerokie kontrowersje polityczne i społeczne, szczególnie ze względu na część infrastruktury PKL na Kasprowy Wierch wybudowaną na gruntach wywłaszczonych pod cel publiczny.
PKL pozostaje spółką o znaczeniu strategicznym dla Podhala i Małopolski. W jej skład wchodzą m.in. koleje linowe na Kasprowy Wierch, Gubałówkę i Butorowy Wierch w Zakopanem oraz ośrodki narciarskie w Krynicy-Zdroju, Szczawnicy, Zawoi i Międzybrodziu Żywieckim.