- Podjęliśmy jednak to wzywanie – podkreśla Sławomir Kmak, dyrektor placówki:
- Martwiliśmy się o pacjentów. To nie było komfortowe dla nikogo. Dla nas, bo musieliśmy przekładać pacjentów z operacji, na które czekali czasami nawet pół roku, rok, a nawet więcej. Z drugiej strony martwiliśmy się o pacjentów, którzy trafią do nas teraz na pewno w gorszym stanie zdrowia, może niezauważalnie dla nich, ale upływ czasu ma znaczenie.