W poniedziałek Polskie Radio informowało, że sprawcą może być myśliwy..
Ustalenia te zdementował jednak Polski Związek Łowiecki:
"wykroczenie to nie miało charakteru urządzenia nęciska do zwabienia drapieżników i nie było powiązane z działalnością łowiecką" - czytamy w oświadczeniu PZŁ.
Pełna treść oświadczenia:
W związku z doniesieniami o znalezieniu 130 kg mięsa porzuconego w lesie na terenie Leśnictwa Szczawnica, Polski Związek Łowiecki pragnie wyjaśnić, że na obecną chwilę nie ma żadnych ustaleń, które wskazywałyby, aby sprawcą tego wykroczenia był myśliwy.
Zgodnie z informacjami uzyskanymi od łowczego okręgowego z Nowego Sącza oraz nadleśniczego z Nadleśnictwa Krościenko, wykroczenie to nie miało charakteru urządzenia nęciska do zwabienia drapieżników i nie było powiązane z działalnością łowiecką. Wstępne ustalenia wskazują, że zdarzenie jest prawdopodobnie związane z nielegalnym pozbyciem się przeterminowanego lub zepsutego mięsa z działalności gastronomicznej, co jest nieakceptowalne w świetle obowiązujących przepisów.
Chcemy podkreślić, że takie działania stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego oraz równowagi ekologicznej, a ich skutki mogą być daleko idące. Z tego względu deklarujemy pełną współpracę z lokalnymi służbami oraz instytucjami odpowiedzialnymi za kontrolę w celu dokładnego wyjaśnienia sprawy.
Polski Związek Łowiecki zdecydowanie potępia wszelkie nielegalne działania, które mogą zagrażać środowisku, a także bezpieczeństwu i zdrowiu ludzi. Zwracamy uwagę, że łowiectwo w Polsce działa na rzecz utrzymania równowagi przyrodniczej, a takie praktyki są absolutnie sprzeczne z wartościami, którymi kierują się myśliwi.
"Chamstwo, prostactwo i głupota" - tak ten czyn komentował wojewoda małopolski
Wojewoda małopolski podziękował służbom leśnym za sprawne działanie:
Służba leśna zachowała się prawidłowo. Natychmiast rozwiązali problem. Usunęli mięso, dopóki było zamarznięte, nie stanowiło zagrożenia o charakterze biologicznym - powiedział.
Krzysztof Klęczar porzucenie mięsa w potoku oceniał też w dosadnych słowach.
"Gdyby mięso zaczęło gnić, mogłoby dojść do skażenia.To totalna głupota"
- kwitował w rozmowie z Radiem Kraków.
To prawdziwa bomba epidemiologiczna
Ogromną ilość mięsa zrzucono ze skarpy prosto do potoku. Leśnicy nie kryli oburzenia i w mediach społecznościowych opublikowali zdjęcia porzuconego mięsa. Pisali o "biologicznym zagrożeniu dla zwierząt, ekosystemu i ludzi".
Przy roztopach mięso mogłoby zacząć się rozkładać i z pewnością trafiłyby na nie drapieżniki. W potoku - stworzyło realne niebezpieczeństwo skażenia wody.
Nadleśnictwo Krościenko, na terenie którego doszło do incydentu, zwraca uwagę, że wyrzucanie odpadów do lasu jest wykroczeniem zagrożonym wysokimi mandatami, a w tym przypadku może wiązać się również z odpowiedzialnością karną w związku z narażeniem na skażenie wody.