Warto podkreślić, że ponad 550 porodów rocznie, które na tym oddziale są przyjmowane, to nie jest liczba, która pozwoliłaby uznać, że tych dzieci tutaj rodzi się za mało. Faktem jest, iż pewne trudności natury finansowej także się pojawiły, ale to wymaga merytorycznej pracy
- tłumaczy Krzysztof Jan Klęczar, wojewoda małopolski.
Zarząd powiatu wadowickiego zdecydował, że do 20 lutego musi zostać przeprowadzona kontrola na obu szpitalnych oddziałach, których działalność miała zostać zawieszona. Do czasu przedstawienia wyników kontroli szpital ma nie podejmować żadnych działań zmierzających do zamknięcia porodówki. Dyrekcja mówi o stratach sięgających 12 milionów złotych za ubiegły rok. Przez najbliższy miesiąc nie będzie zwolnień, ale te nie są wykluczone po przystąpieniu do restrukturyzacji porodówki.
Zrobimy wszystko, by zarówno oddział ginekologiczno-położniczy, jak i reszta placówki funkcjonowały jak do tej pory
- zapewnia Mirosław Sordyl, starostwa wadowicki.
Wojewoda małopolski przekazał staroście oficjalne pismo, w którym nie wyraża zgody na zawieszenie działalności porodówki w wadowickim szpitalu. W ramach szukania oszczędności przez dyrekcję porodówka miała zostać zamknięta 1 lutego. Zareagował zarząd powiatu, który zlecił szczegółowy audyt w placówce. Po jego zakończeniu ma zostać wdrożony program naprawczy.
Chcemy dokładnie zbadać działanie oddziału ginekologicznego-położniczego. Przyjrzymy się funkcjonowanie całego szpitala w Wadowicach. Będziemy raz w tygodniu spotykać się z lekarzami, położnymi i pielęgniarkami. Zastanowimy się też, co możemy zrobić w szpitalu w Wadowicach, żeby tych porodów było więcej
- wyjaśnia Sordyl.
Jak dodaje - z tysiąca urodzonych w ubiegłym roku mieszkańców powiatu zaledwie 400 maluchów przyszło na świat w szpitalu w Wadowicach. Pozostałe dzieci rodziły się między innymi w Suchej Beskidzkiej, Krakowie czy Oświęcimiu. I to właśnie malejąca liczba noworodków była jedną z podstaw do decyzji dyrekcji o zawieszeniu wadowickiej porodówki.